Migaj szydło

SZEWC I KRASNOLUDEK
przełożył Andrzej Dąbrówka

W pradawnych czasach mieszkał w Woltersom jeden szewc, co umiał bardzo ładnie śpiewać. Słychać było w całej wsi, a zawsze był jednakowo raźny i wesoły.

Ludzie dziwili się temu nieraz, bo chłop był biedny jak mysz kościelna. Jego jedynym bogactwem była żona i kupa dzieciarni. Pewnego razu tak się zrobiło źle, że dzieciaki poszły na dwór głodne. Tamtego dnia majster nie śpiewał i to było pierwszy raz. Dlatego sąsiad zaraz się go zapytał, czy coś się stało. To się stało, że stale niepogoda i długie dnie, odpowiedział. I sąsiad odszedł z kwitkiem. Ale bieda tak go w końcu chytrze przydusiła, że postanowił iść do brata, co mieszkał w Zaandbulten koło Schewol. Tamten nie miał dziecka ani żywej duszy na świecie i spał na pieniądzach; powinien dopomóc. Ale tak się do tych bogactw przyczepił jak rzep do psiego ogona. Dlatego szewc szedł do niego bez wielkiej nadziei. Skończyło się gorzej, niż myśleli szewc i szewcowa, brat po grubiańsku pokazał mu drzwi. Szewc pokręcił się jeszcze trochę, czekał, może się brat pomiarkuje, ale drzwi się nie otworzyły i w końcu musiał wracać. Zrobił się wieczór, a jakby o dwunastej był jeszcze blisko jeziora Dammeer, to byłby z nim koniec. Tam miał siedzibę diabeł, a czarownice tam pływały baliami jak łódkami, oni tam się bawili i nikogo nie przepuszczali. Najpierw musiał jeszcze przez las. Księżyc świecił jasno i na polanie zobaczył tłumek krasnoludków, wszystko to były takie czerwone ludziki w spiczastych czapeczkach. Czegoś takiego nie spodziewał się szewc. Stanął, nie miał odwagi zawrócić, bo nie był z tych najśmielszych. Ale musiał iść, żeby przed dwunastą minąć Dammeer. Przekradł się parę kroków dalej i – czmych! już ich nie było, zauważyły go. Poszedł dalej, ale rozglądał się na wszystkie strony. Koło grubego pnia zobaczył jeszcze jednego: biegał i zmartwiony czegoś szukał. – Zgubiłeś co, zapytał szewc. – Tak, odpowiedział krasnal, zgubiłem swoją czarodziejską różdżkę, a muszę ją mieć z powrotem. – To ci pomogę powiedział szewc i obaj zaczęli szukać. Szewc znalazł różdżkę. Jaki był ucieszony ten krasnoludek! – Skoro jesteś takim dobrym człowiekiem, spotka cię za to hojna zapłata – powiedział. – Przydałoby się – na to szewc. – Tam pod tamtym drzewem jest jama zasypana chrustem i liśćmi: pod spodem są drzwi. Przyjdź jutro wieczór o tej porze i weź ze sobą garniec. Jak zapukasz do drzwi i powiesz: Dźwierzaj, dźwierzaj na ścieżaj otwórz się – to drzwi się otworzą. A jak powiesz: Dźwierzaj, dźwierzaj ze ścieżaj zamknij się – to się same zamkną. W żadnym razie tego nie zapomnij, bo byś się stamtąd nie wydostał. I zapamiętaj, wolno ci zabrać za jednym razem jeden kubeł, nie więcej.

Szewc to przyobiecał, podziękował brodatemu człowieczkowi i poszedł do domu. Następnego wieczoru był tam z powrotem. Pożyczył garniec od sąsiada i wszystko wydarzyło się tak, jak przepowiedział krasnoludek. Drzwi otworzyły się od razu same, gdy tylko powiedział: Dźwierzaj, dźwierzaj, na ścieżaj otwórz się! Wszedł do dużej jaskini. Wszędzie stały stoliki i ławy, a na żyrandolu paliło się mnóstwo świec. Na ziemi stało dwanaście beczek złota. Kiedy miał pełny garniec, znowu otworzył sobie zaklęciem drzwi i jak już był na dworze, powiedział znowu: dźwierzaj, dźwierzaj, ze ścieżaj zamknij się! Drzwi się zamknęły a on w nogi, żeby przed dwunastą zdążyć minąć zaczarowane jezioro.

Nazajutrz siedział jak zwykle na swoim zydlu i śpiewał na całą wieś:

Migaj szydło, śmigaj igło,

ciągnij nić, trza buty szyć, itd.

Żona odniosła garniec. Na dnie położyli złoty pieniądz, za pożyczenie. Sąsiad zachodził w głowę: Skąd u takiej nędzy złoto? Ale szewcowa też nie chciała powiedzieć. To on zaczął ich podejrzewać. Szewc i szewcowa musieli się bronić i powiedzieli mu prawdę. Sąsiad zrobił wielkie oczy. Na wieczór poszedł też do lasu i przyniósł sobie garniec złota. Niebawem wszyscy mówili, że tych dwóch strasznie się wzbogaciło. W końcu doszło to i do szewcowego brata. Idzie do nich i udaje, że w to wszystko nie wierzy.

To jemu też opowiedzieli. – Co? mówi, złoto? samo złoto, powiadasz? To idę. – Tylko uważaj, co masz powiedzieć, jak będziesz wychodził, żebyś nie został – upominali go jak odchodził. – Nie martwcie się o mnie, poradzę sobie, to drobnostka.

Wziął garniec i wór i poszedł do jaskini. Zrobił takie oczy, kiedy zobaczył to wszystko złoto. Napchał pełny wór, że ledwie go mógł utaszczyć. Tylko… co to też trzeba powiedzieć, żeby wyjść? Otwórz się… otwórz się… bieżaj… wierzaj… Boże kochany, jak to było? Zimny pot wystąpił mu na czoło. Myśli, myśli, ale ani rusz nie może wpaść na właściwe słowa. Siadł przy drzwiach na worku i wtedy po raz pierwszy w życiu pomyślał o wszystkim, co wyrządził innym ludziom, dla tego złota, dla którego teraz musi zginąć z głodu i pragnienia, bo drzwi są zamknięte i nie mają zamiaru się otworzyć. Ani żywej duszy, która mogłaby mu pomóc w tej największej biedzie, ani człowieczka, który był odczuł jego nieobecność. Jego brat pomyślał, że ze złotem poszedł prosto do domu. Dopiero po wielu dniach w Woltersom gruchnęła wiadomość, że zaginął. Szewc i szewcowa w lot pojęli, co się przydarzyło. Musiał zginąć przy tym całym złocie.

Odziedziczyli po nim jego bogactwa. Nigdy już nie zaznali ubóstwa. Razem się zestarzeli i długo jeszcze szewc śpiewał starą szewską piosenkę:

Migaj szydło, śmigaj igło,

ciągnij nić, trza buty szyć, itd.


Baśnie niderlandzkie, opracował Andrzej Dąbrówka; wyd. IBL, 2013.

Informacja o tym wydaniu.

Komentarz bajkoznawczy:

107. Szewc i Krasnoludek (De schonmoaker en ‘t eerdmantje) – Groningen, Woltersum, J. Hopman, przed 1929; druk w transkrypcji gwary miejscowej (dialekt saksoński z grupy pn.wsch.): Huizenga-Onnekes II 41-46.
AT 676 Sezamie, otwórz się!, 390 war., 20 ndl., 35 pol., KHM 142, 182, BP III 137. Zawiera elementy AT 503 (zob. nr 57).
Krasnoludki to tradycyjni stróże skarbów. Zaklęcie tytułowe typu jest zapożyczone, jak cały temat, przy czym następowały zniekształcenia słowa Sezam, jak wszędzie zresztą, co odnotowała Helena Kapełuś w komentarzu do pol. 2. wyd. Baśni Braci Grimm (II 340). Zaklęcia bywają bardziej rozbudowane i stanowią osobny gatunek literatury ludowej. J. van den Haver zebrał z samych ndl. źródeł drukowanych XV-XIX w. 1116 formuł czarodziejskich (Nederlandse incantatieliteratuur, Gent 1964). Średniowieczne zasoby zaklęć z zakresu białej i czarnej magii z obszaru niderlandzkiego zebrał W.L. Braekman, Middeleeuwse witte en zwarte magie in het Nederlands taalgebied (Gent 1997). Pogańskie ulegały chrystianizacji, powstawało wiele łacińskich, mieszanych, w językach narodowych. Od początku towarzyszą literaturom narodowym. Drugie ze staroniemieckich Zaklęć Merseburskich (Merseburger Zaubersprüche, VIII w.) mówi o zamawianiu zwichnięcia nogi u Balderowego źrebaka przez cztery boginie oraz Wodana. Jeszcze w 1912 r. zanotowano pod Brugią zamawianie zwichnięcia końskiej nogi przez jeźdźca: w 7-wersowej formule występuje już tylko Odyn, ale z pewnością jest to owo dawne zaklęcie (Ter Laan, s. 32).

Informacje o Andrzej Dąbrówka

Tenured professor, Institute of Literary Research (Polish Academy of Sciences), Warsaw.
Ten wpis został opublikowany w kategorii literature, Netherlands, personal, Poland, research i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Migaj szydło

  1. „Czas na polityków rzemieślników”

    • 🙂
      Ślicznie się ten Krasnoludek wpasował:)
      Co do rzemieślników – ci naprawdę dobrzy w swoim fachu są prawdziwymi artystami.
      Ale całkiem serio, przypomniałeś mi, że muszę szpilkę odebrać od szewca:)))

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s