Obraźliwe skojarzenia

Wobec dyskusji sprowokowanej wypowiedzią prof. Łazińskiego, czł. rady Języka Polskiego (lipiec 2020) na temat niestosowności słowa ‚murzyn” przypominam swoją polemikę prasową w podobnej kwestii, zawartej w recenzji Słownika synonimów, który w zarysie wszedł do tezaurusa Worda 7 (1996).

=====================================================

Red. Piotr Cieśliński
Red. Artur Włodarski
„Biuro i komputer”

Szanowni Panowie,

Artykuł pana Dariusza Ćwiklaka Obraźliwe skojarzenia („Biuro i komputer”, nr 29, 16.07.1996) wymaga sprostowania kilku stwierdzeń.

W części pt. „Polskie kiksy” Autor niesłusznie dziwi się, że słowo „izraelita” jest napisane małą literą, ale tak być powinno, nie oznacza ono bowiem narodowości („Żyd, Izraelczyk” – tu wielkie litery), tylko religię („żyd, wyznawca judaizmu, osoba wyznania mojżeszowego– tu małe litery). Niefortunny jest cały wywód na temat Romów. Słownik synonimów autorstwa Ewy Geller, Ryszarda Turczyna i niżej podpisanego (a w ślad za nim polski tezaurus firmy TiP) nie zawiera w zasadzie nazw własnych, w tym określeń narodowości, gdyż są to zwykle znaczenia niezamienne; ich lista ma charakter bardziej encyklopedyczny niż językowy. Jednakże Autor, pisząc słowo „Cygan” wielką literą sugeruje, że chodzi o narodowość – popełnia zatem błąd, aby nas za niego skrytykować. W języku polskim powstało znaczenie przenośne „cygan” (mała litera) – do niego odnoszą się przytaczane przez Autora synonimy. Podobnie jest ze znaczeniami zawartymi w słowie „murzyn”.


Słownik synonimów jest jak najdalszy od propagowania uprzedzeń. Dotyczy to nie tylko Romów i innych skrzywdzonych, nie lubianych czy tylko skośnookich narodowości, ale wszelkich znaczeń, w których znajdują wyraz relacje międzyludzkie, np. „heretyk” czy „zboczeniec”. Ich dyskryminacyjny podtekst zdradza większościowy punkt widzenia. Mniejszości wytwarzają jednak własne narzędzia językowe przedstawiające świat widziany ich oczami – jeżeli mają dość siły (tzn. funduszy) i czują taką grupową potrzebę, którą wspomaga brak większych problemów. Obecnie na oczach Amerykanów toczy się walka o stworzenie „politycznie poprawnej” nowomowy. Proponowane na gruncie polskim uniki z użyciem słowa „inaczej” już doprowadziły do inflacji satyrycznej („mądry inaczej”, „uczciwy inaczej”). O tym, że w systemie semantycznym języka jest nadspodziewanie dużo równowagi różnych punktów widzenia, można się przekonać zaglądając do Słownika antonimów (wyd. MCR 1995) – np. „Indianin” rewanżuje nam się „bladą twarzą” i kwita.

Dyskutowane zagadnienie „kontrowersyjności słowników synonimów Microsoftu” sprowadza się do oceny statusu znaczeń o negatywnym nacechowaniu stylistycznym (w naszych Słownikach są one opatrzone strzałką w dół, np.: cygan!). Wystarczy zajrzeć do gniazd „mężczyzna” i „kobieta” w Słowniku synonimów, aby zobaczyć, ile okropności ludzie powymyślali tylko po to, aby móc do woli mnożyć „obraźliwe skojarzenia”, a w razie potrzeby obrzucać się takimi „kiksami”! Język jest zbiorem narzędzi, którymi można zarówno wzbudzać przychylność, jak i ciężko ranić – nie tylko atakując słabszego, ale broniąc się przed silniejszym (to zwykle częściej, bo silniejszy ma inne środki). Jedno i drugie składa się na ludzką komunikację. Ubolewanie, ze „niestety i w polskiej wersji znalazło się kilka niezręcznych skojarzeń” wynikać może z niedoceniania faktu rozwarstwienia stylistycznego słownictwa, na co bodaj Tezaurus [polskiego Worda] nie zwraca uwagi osobnymi znakami; przypuszczalnie mści się tutaj narzucony przez Microsoft sztywny międzynarodowy format tezaurusa nastawiony na maksymalną prostotę. Ale żadne cenzurowanie „brzydkich wyrazów” nic tu nie da, gdyż słowo nie jest sprawcą, tylko przekaźnikiem takiej a nie innej intencji mówiącego. Gdy się chce uderzyć, kij się zawsze znajdzie. Nie jest winą klucza francuskiego („francuza”!), że monter, miast naprawić kran, jeszcze bardziej go popsuje, stłucze umywalkę albo zrobi krzywdę koledze.

Nic nie potwierdza postawionej na początku artykułu p. Ćwiklaka „kiksowej” tezy: „Niezręcznych skojarzeń nie brakuje też w tezaurusie, dostarczanym z polską wersją Worda 7.0” [opracowanego przez firmę TiP na licencji Słownika synonimów A. Dąbrówki, E. Geller i R., Turczyna, Warszawa 1993]. Rację ma zatem Autor, kiedy tej tezie zaprzecza w swojej konkluzji: niech każdy odpowiada za swoje skojarzenia, a także za to, co mówi.


Istotnie: za rzadko mówiąc o języku odróżnia się płaszczyznę indywidualnego mówienia od systemu językowego, który istnieje i funkcjonuje niezależnie od poszczególnych jednostek. Chyba zbyt optymistycznie Autor ocenia możliwości „współtworzenia języka”: to się odbywa tylko w wielkiej skali, w zbiorowej aktywności; nie z woli jednostek – choć bywa że i poprzez celny jednostkowy wkład. Ale i on, aby nie popadł w zapomnienie (jak techniczny wynalazek, który nie przebił się na rynek) musi być podchwycony i przyjęty przez komunikacyjną wspólnotę.

Podkowa Leśna, 18/07/1996

Informacje o Andrzej Dąbrówka

Tenured professor, Institute of Literary Research (Polish Academy of Sciences), Warsaw.
Ten wpis został opublikowany w kategorii books, lexicography, personal, Poland, Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s