Holenderskie sprzątanie: Piotr Oczko

Lada dzień (IX 2020) ukaże się niderlandzki przekład książki Piotra Oczki, którą miałem okazję tak dokładnie przeczytać, że dostrzegałem nawet to, co Autor napisał między wierszami (jak się był uprzejmie wyraził podczas konferencji we Wrocławiu). Jest więc ostatni moment, aby przypomnieć książkę i treść mojego omówienia, które o ile wiem nigdzie się nie ukazało, choć gdzieś je tam posyłałem jako recenzję. Jestem ciekaw, czy coś z moich uwag trafiło do wersji tłumaczonej.

Piotr Oczko, Miotła i krzyż. Kultura sprzątania w dawnej Holandii,
albo historia pewnej obsesji
(Collegium Columbinum: Kraków 2013, 792 s.)

Rzadkością w naszej nauce są osoby tak wszechstronnie wykształcone jak Autor tej książki. Jego dorobek naukowy wyrósł na kilku polach nauk humanistycznych, głównie neofilologii (z przewagą niderlandystyki, z wątkami germanistycznymi i anglistycznymi), polu obejmującym ponadto polonistykę, historię sztuki i historię społeczną. Prowadził badania zarówno historyczne, w tym komparatystyczne jak i teoretyczne. Transdyscyplinarność  rozciąga się na topikę, ikonologię i estetykę. W ciągu 15 lat od ukończenia studiów Autor opublikował 5 samodzielnych książek naukowych oraz kilkadziesiąt rozpraw i pomniejszych opracowań, wydał także własne przekłady 5 książek literackich i naukowych (niektóre opatrując aparatem naukowym), oraz szereg drobnych prac w czasopismach i książkach zbiorowych.

Omawiana książka wyrasta organicznie ze wskazanych obszarów, aczkolwiek nie stanowi – jak to dość często bywa – zbiorczej publikacji rozdziałów drukowanych wcześniej osobno w czasopismach. Całkowicie nowa, okazała i solidnie wydana monografia Miotła i krzyż. Kultura sprzątania w dawnej Holandii, albo historia pewnej obsesji gromadzi duży korpus obserwacji charakterystycznego obyczaju holenderskiego, dyskutuje proponowane i możliwe wyjaśnienia genezy zjawiska sprzątania miejskich domów, uderzającej intensywności tych zabiegów, i wreszcie funkcji tych zachowań. Ogrom przebadanego i ogłoszonego w książce materiału zmusza do szerszej prezentacji, poprzedzającej ocenę, która inaczej byłaby pozbawiona kontekstu.

Wyłożywszy we Wstępie (13-44) przesłanki myślowe i stosowaną terminologię,  zarysowuje w rozdziale I Cud czy mit? O siedemnastowiecznej Holandii (45-102) panoramiczny obraz kultury holenderskiej XVII w. uwzględniając główne jej obszary (polityka, religia, sztuka, życie codzienne z gospodarką), aby na tym tle w  rozdz. II Oczyma podróżników (103-150) uchwycić i pokazać materiałowo problem przytaczając i omawiając liczne przykłady obserwacji fenomenu czystości holenderskich miast i mieszkań, jakie odnotowali podróżnicy odwiedzający „Kraj Nizin”. Etap wstępny zamyka rozdz. III (151-196) przynoszący serię relacji i opinii porównawczych o czystości w dziesięciu regionach Europy.

Kolejne trzy rozdziały przynoszą szczegółową egzemplifikację zjawiska. Rozdz. IV „Miotła orężem, szczotka moim mieczem” (197-266) omawia świadectwa zawarte w dawnym piśmiennictwie niderlandzkim (aż do wieku XX), najobszerniejszy rozdz. V (267-442) przywołuje i klasyfikuje źródła z obszaru sztuk plastycznych, rzemiosł artystycznych i druków ulotnych z kręgu propagandy politycznej. Rozdział VI problematyzuje przedstawienia czynności sprzątania w szerszej perspektywie społecznej, wiążąc je z historycznymi reprezentacjami ról kobiecych w rodzinie i w życiu publicznym, głównie rozpatrywanymi w piśmiennictwie feministycznym.

Następują dwa rozdziały interpretacyjne pod jednobrzmiącym tytułem Dlaczego Holendrzy sprzątali? (VII – s. 493-544, i VIII – s. 545-568).

W pierwszym omawia wyjaśnienia religijne (etyka protestancka identyfikująca schludność z pobożnością, może też religijno-państwowa sublimacja i utrzymywanie w zachowaniach pamięci założycielskiego obrazoburstwa – skorupy  i strzępy należało wysprzątać, jak to czynią dzieci gdy stłuką wazon), oraz obyczajowe – wyłanianie się etosu mieszczańskiego wśród bogatszych warstw najbardziej zurbanizowanej prowincji Holandii.

W drugim (VIII) zbiera pozostałe czynniki, jakie piśmiennictwo przedstawiało dla wyjaśnienia fenomenu ciągłego sprzątania: względy klimatyczne (usuwanie skutków wilgotności), gospodarcze (higiena niezbędna w produkcji serów), filozoficzne (redukowanie transcendencji do świata realnych przedmiotów), etyczno-tożsamościowe (epatowanie bogactwem posiadanym i pielęgnowanym, niekoniecznie konsumowanym, 554), opowiada się za interpretacją rytualistyczną A. Cohena (560-561), która pozwala Autorowi postawić tezę, że dbałość o czystość stanowiła rytuał służący budowaniu poczucia wspólnoty (561) . Wspomniawszy jeszcze „dla porządku” interpretacje psychologizujące, od których się Autor dystansuje, dociera do własnego wyjaśnienia w „teorii czystej szyby”.

Nawiązuje ona do ugruntowanego eksperymentalnie kryminalistycznego modelu zachowań społecznych zwanego „teorią stłuczonej szyby” (Kelling, Coles, 1996), według której tolerowanie drobnych zakłóceń porządku publicznego („wybicie szyby”) obniża szybko poziom samokontroli społecznej i stwarza atmosferę przyzwolenia na naruszenia porządku, co doprowadza do jego zachwiania. Z tej teorii została zaczerpnięta słynna reguła działania burmistrza Nowego Jorku Giulianiego („zero tolerancji”). Autor formułuje w odniesieniu do sprzątania podobną zasadę, ale pozytywną: powszechnie obserwowana troska o porządek („czyste szyby”) wzmacnia u wszystkich motywację do sprzątania, co wytwarza trwały i powszechny obyczaj.

Ostatni, IX rozdział gromadzi obserwacje najnowszych przejawów fenomenu sprzątania, również jeszcze realnego, choć już nie tak gorączkowego, przede wszystkim zaś jego stereotypowe i mityczne echa w sztuce i piśmiennictwie.

Wywód zamyka lakoniczne Podsumowanie, które zbiera argumentacje objaśniające fenomen, ale się właściwie od nich dystansuje i jako pewny wynik swoich badań przedstawia jedynie udowodnienie, że holenderski obyczaj sprzątania nie jest narracyjną kreacją  na gruncie topiki, ale funkcjonował realnie i określał ówczesne życie.

Książkę zamykają dwa długie streszczenia obcojęzyczne (niderlandzkie i angielskie), obszerna bibliografia podzielona na wiele działów, spis ilustracji i indeks nazwisk.

Uzupełniając prezentację treści trzeba na użytek czytelników książki zwrócić uwagę na pewne błędy i usterki, rzucające się w oczy podczas lektury.

Pisząc na s. 55 „w centrum używano rozmaitych dialektów niderlandzkich, na południu panowały niderlandzko-dolnoniemieckie dialekty pogranicza” – Autor błędnie przedstawia stosunki dialektologiczne; całe bowiem Niderlandy (bez odrębnej językowo Fryzji) to dialektologicznie obszar dolnoniemiecki, Północ jest dolnosaksońska, Południe – dolnofrankońskie.

Autor myli się w przywołaniu wiary, nadziei i miłości jako „trzech cnót kardynalnych” (s. 511) – to są trzy cnoty teologiczne.

Za usterki można uznać niezbyt trafne rozstrzygnięcia terminologiczne:  

  • Kraj Nizin, passim; w geografii raczej używa się opozycji: Dolny – Górny (np. Śląsk), więc może też Dolne Kraje (dla Lage Landen), a Kraj Nizin dla Nederland
  • 27 huisvrouw (Zawód: pani domu > gospodyni domowa)
  • 58 Hollandse Maagd – Holenderska Dziewczyna (tak jak Dziewczyna Orleańska?)
  • 60 Batawska przeszłość służyła więc jako rodzaj exemplum, które widziano nie tyle w samej historii, ile w sytuacji politycznej,  > raczej prefiguracja
  • 66 Izba retoryków > rederijkerów; – to dotyczy całej twórczości; zwracam nieskromnie uwagę, że wprowadziłem spolszczenie „rederijkerzy” w Słowniku pisarzy niderlandzkich (1999) i do Wielkiej Encyklopedii Powszechnej PWN (2005), więc ignorowanie go należało przynajmniej uzasadnić

Między błędem a dyskusyjnym stanowiskiem mieszczą się powierzchowne, niepełne lub skrótowe konceptualizacje, których kilka wypada omówić bliżej.

Ocena procesów społecznych w kategoriach walki o władzę (perspektywa marksistowska), nie zaś skuteczności działania, wynikającej ze zgodnego przyjęcia pewnych rozwiązań. Konwencja walki wymusza myślenie w kategoriach wygranych i przegranych, podczas kiedy normalne (nie wojenne) życie społeczne polega na wspólnym pełnieniu podzielonych obowiązków. Warstwę interpretacyjną książki zakłócają następstwa przyjęcia politycznej i satyrycznej optyki walki o władzę, co powoduje miotanie się między fałszywymi opcjami: albo patriarchat albo matriarchat.

Sprzeciw budzi używanie nacechowanych ideologicznie pojęć: „patriarchalizm” (293), role patriarchalne. To zbyt łatwy model, gdy chodzi o centralność rodziny, która jest zrębem organizacji społeczeństwa (wówczas zwykle nastawionego na wojnę). Należy podkreślić, że  małżeństwo i rodzina są odrębnymi ontologicznie bytami zbiorowymi, skrajny nominalizm redukuje ich istnienie do pojedynczych osób, a to już są inne obiekty: mąż/ojciec, i żona/matka to nie są tego samego rodzaju byty, co wolny mężczyzna i wolna kobieta. Czy badacz dramatu mógłby sądzić, że wyjęcie z dialogu dwu osób kwestii każdej z nich i połączenie każdej roli w jeden tekst stworzy obiekty warte interpretacji mogącej coś wyjaśnić w zachowaniach tych osób?

Przytaczając z Młota na czarownice (451) pogląd „Żenić się jest rzeczą nierozsądną” Autor przeciwstawia mu twierdzenie „Reformacja musiała te poglądy odrzucić.” – Czyżby pogląd z Malleusa był zgodny z sakramentalnym katolickim modelem małżeństwa?

Przypisywanie Reformacji zbawiennych skutków dla podmiotowości kobiet poparte jest mierną socjologią. Przeczy tej zbawienności wykluczenie kobiet z ról w kościele reformowanym, czyli już na wstępie silna reglamentacja udziału w jednym z zasadniczych systemów kulturowych. Następnie przeczy jej także rozwój wypadków, co zresztą sam Autor odnotowuje (s. 482): w wieku XVIII „władza” Holenderek sprowadzała się już prawie wyłącznie tylko do sfery domowej, tam i tylko tam mogły one jeszcze „panować” nad swoimi mężami. – No więc jak to było z tą podmiotowością i emancypacją, skoro „Reformacja” tam zwyciężyła na całego?

Brak solidnego aparatu teorii społecznej nie pozwala Autorowi dostrzec, że to urbanizacja i podział pracy w mieszczańskim małżeństwie wzmacniają rolę kobiet, gdyż stawiają przed nimi większe wymagania prowadzenia skomplikowanego gospodarstwa domowego. Musi ono spełniać wysokie standardy kontrolowane przez sąsiadów i oceniane publicznie;  określanie tego jako „wykluczanie kobiet ze sfery publicznej” i sprowadzanie takiej struktury społecznej do „opresywnych uwarunkowań” kobiecej kondycji (467) jest błędem. Powoduje on niezrozumienie problemu i postawienie chybionego zarzutu Catsowi:

„Jacob Cats, wbrew głoszonej przez siebie patriarchalnej wizji porządku społecznego, w Houwelyck kilkakrotnie nazwał dom księstwem, królestwem i państwem, w którym rządzi kobieta – władczyni”.

Stąd nieuzasadniona bezradność Autora „Z braku źródeł nie poznamy bowiem świadomości, lub raczej podświadomości ówczesnych Holenderek.” (472) A przecież sto stron wcześniej Autor ogłosił takie właśnie świadectwo (s. 377):

„…uznać domki dla lalek za jedne z nielicznych kobiecych „dokumentów ego” epoki, choć będące oczywiście pod silnym wpływem patriarchalnych wzorców i oczekiwań ()”

– i to mimo iż Petronella Dunois i Sara Rothé były bezdzietne, w ich domkach macierzyństwo odgrywa centralną rolę; domek Dunois posiada nawet specjalny pokój służący przyjmowaniu przez położnicę gości – kraamkamer.

Wydziwianie nad tym, że dla kobiety macierzyństwo może mieć wielkie znaczenie wynika z przesądnego przekonania o imperatywnych aspiracjach „zniewolonej kobiety domowej”, która jakby tylko marzyła o zażywaniu wolności na statku płynącym do Indii, albo pragnęła ginąć młodo w bitwach, porzuciwszy dzieci, by wychowywały się same na ulicy. Jeśli utwór jest skomponowany na bas, tenor i sopran, nie należy go wykonywać trzema sopranami i twierdzić, że to jest ten sam utwór, w którym jedynie przywrócono dziejową sprawiedliwość. Potrzebne są inne narzędzia niż jednostkowe świadectwa: abstrakcyjny poziom analizowania struktury społecznej.

Na pomniejsze usterki składają się luki w przedstawieniu problematyki, np. brak wzmianki o średniowiecznym systemie opieki społecznej, który w większości został po prostu przejęty i dzięki temu po rewolucji „doprowadził do powstania unikalnego jak na owe czasy systemu sierocińców, domów starców i szpitali” (75). Podobnie nie mówi Autor o średniowiecznej tradycji samorządności w miastach niderlandzkich – już od poł. XIII w.; bez niej republikanizm by się nie pojawił tak szybko i tak łatwo nie ugruntował. Częsty a wręcz powszechny jest zwyczaj w naszych pracach naukowych, że zestawienia liczbowe, procenty (np. s. 622) pozbawione są interpretacji statystycznej, przez co niewiele znaczą.

Dodajmy wreszcie pewne wątpliwe twierdzenia. Kościół opróżniony z rzeźb (s. 517) Autorowi „kojarzy się nie tyle z pustką, ile właśnie z czystością”. To jednak subiektywne odczucie; por. polskie przysłowie „Pusto jak w kalwińskim kościele” (Adalberg, Kalwin. Kalwiński 2).

„Widoczne na obu obrazach miotły zdają () odwoływać się do domowości jako sfery typowo kobiecej. Warto zauważyć, że pełnią one tutaj jedynie funkcję genderowego atrybutu, gdyż zarówno wnętrze chaty, jak i podwórze raczej trudno zaliczyć do czystych.” (326)

Utożsamianie domowości z kobiecością, nie z rodziną, traktowanie domu jako więzienia, nie zaś miejsca bezpiecznego wspólnego życia i wychowywania dzieci – to największe błędy tej książki.

Jako chybione należy określić pewne nieadekwatne zobrazowania.  „Przestąpienie progu holenderskiego domu stanowiło kolejny rytuał przejścia, rite de passage” (129). Zbyteczny termin, niepotrzebnie rzucony w odniesieniu do obyczaju o wiele niższej rangi niż inicjacja do dorosłego życia.

Choć znakomicie zna język niderlandzki, Autor nie ustrzegł się przed błędnymi przekładami jak np. kiedy mówi o szorowaniu progu zamiast podestu, albo nie używa na s. 203 terminu beginaż na określenie „świeckich kobiecych stowarzyszeń religijnych”, lepiej: wspólnot.

Omawianą monografię Autor znakomicie obronił w 2014 roku jako książkę habilitacyjną. Dowiódł nią nie tylko, że potrafi sformułować nowy problem o dużym zasięgu, ale umiał się zmierzyć z nieplanowanym przyrostem materiału badawczego, i na tyle zapanować nad ogromem obserwacji, aby je poddać sensownej interpretacji. Jak to często bywa w badaniach korpusowych polegających na obserwacji, dopóki nie wiemy, czego szukamy, to jakoś nam to nie wpada w oczy i dopiero kiedy mamy trop, znajdujemy poszukiwany obiekt gdziekolwiek spojrzymy, także tam, gdzie wiele razy patrzyliśmy wcale go nie widząc. Autor zwycięsko zatem wyszedł z przygody ucznia czarnoksiężnika, który nie potrafił poskromić mioteł.

Cenne jest to, że Autor, aczkolwiek mocno zafascynowany modnymi szkołami eksperymentującymi z regułami naukowości, potrafi zdobyć się na krytycyzm wobec spekulacji i rozwiązuje problemy sięgając do rzetelnych narzędzi nauk, które w doborze i konstruowaniu swych obiektów nie kierują się chęcią zmieniania świata, lecz jego rozumienia.

Na plus zapisuję Autorowi zachowanie krytycyzmu wobec Autorytetów, kiedy ma do czynienia z przypadkami kompletnej historycznej ignorancji i socjologicznej bezmyślności (S. de Beauvoir, s. 482, niektórzy wojujący artyści płci obojga).

Autor dzielnie próbuje też zająć dystans wobec psychoanalizy (np. przyp. 243), jednak czyni to niekonsekwentnie (s. 171 „symptomy zbiorowej nerwicy natręctw”), i jednak niesłusznie stwarza wrażenie, że ulega w sumie tej efektownej frazeologii umieszczając nawet w podtytule książki słowo obsesja. W toku wywodu doszedł przecież do bardziej sensownego wyjaśnienia obyczaju agresywnego sprzątania w sferze symbolicznych środków kreowania grupowej tożsamości protestanckiego mieszczaństwa (s. 561, za A. Cohenem). Jednak do tych środków nie należy jawne i zbiorowe uleganie obsesji, ale ostentacja. Mieszczaństwo powtarza tu schemat  arystokratycznej autokreacji drogą pielęgnowania ostentacyjnej konsumpcji, w której forma przeważała nad funkcją żywieniową, nakładając właśnie na nią funkcję symboliczną.

Widział to nawet bystry ówczesny obserwator, którego świadectwo Autor przytacza, ale nie wykorzystuje, choć wiele razy pewne argumenty odrzucał, gdyż nie znajdowały one potwierdzenia w źródłach z epoki. Oto polski podróżnik Franciszek Bohusz pisze o okazałych i wymuskanych kamienicach bogatych Holendrów (s. 144):

nigdy w nich gospodarze nie mieszkają. Chowają je na szerszą ostentacyą, sami nocując i bawiąc się w szczuplejszych i do jam podobnych stancyjkach.

Szkoda że Autor tylko zasygnalizował możliwość rytualistycznej interpretacji fenomenu sprzątania, ale odsunął od siebie dalsze badanie w tym kierunku i wrócił na ścieżkę referowania psychoanalitycznych spekulacji. Mogą one mieć jakiś pozór racji w przypadkach indywidualnych schorzeń, przynajmniej efektownie je nazywając, ale używanie tego aparatu do opisu procesów społecznych jest doprawdy stratą czasu. Społeczeństwo nie jest prostą sumą jednostek i o jego funkcjonowaniu nie decyduje stan ducha pojedynczych osób.  

Nie dość czuły na ontologiczną i funkcjonalną swoistość fenomenów społecznych Autor nie rozwinął pewnych idei – jak ta rzucona marginalnie w przypisie 124 s. 485:

Sytuujące się poza językiem symptomy cielesne wytwarzają jedynie histerię lub tekst popędowy, będący poza komunikacją, co prowadzić może do kolejnego tropu, psychoanalitycznego traktowania maniakalności (holenderskich praktyk higienicznych?) jako popędowości niekontrolowanej.

Tu zabrakło Autorowi odwagi w uznaniu znakowości sfery egzystencjalnej, przez co nie dostrzega jej komunikacyjnego wymiaru.

Trudno nie odczuć zawodu, że nie została rozwinięta i choćby skrótowo zastosowana do bogatego i znakomicie przedstawionego materiału obiecująca własna koncepcja „wymytej szyby” (s. 567-568), którą Autor mógł uczynić teorią badanego fenomenu, ale którą pozostawił w embrionalnej postaci.

Piotr Oczko jest bystrym i krytycznym obserwatorem, i nabył dobry wgląd w sprawy historii sztuki, co w połączeniu z lepszym rozumieniem holenderskich kontekstów umożliwiło chwalebne sprostowania błędnych atrybucji obrazów lub ich opisów w publikacjach i katalogach, nawet holenderskich.

Trzeba Autora także pochwalić za troskę o czytelnika, której przejawem jest opatrywanie wszystkich obcojęzycznych cytatów przekładami, co nie jest łatwe nawet przy zwykłych tekstach, a wymaga artystycznego warsztatu przy poezji. Że z przyjemnością się je czyta, nawet znając język oryginału, to mniejsza, ważniejsze jest uzyskanie dodatkowego sposobu na skontrolowanie, czy Autor dobrze rozumie swoje obcojęzyczne źródła.

(2013)

Informacje o Andrzej Dąbrówka

Tenured professor, Institute of Literary Research (Polish Academy of Sciences), Warsaw.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s