Przyczółek warecko-magnuszewski

Dodaję kilka epizodów wzmiankowanych w poprzednich częściach moich rodzinnych wspomnień. Zawdzięczam je mojemu najstarszemu bratu Marianowi (ur. 1936). Punktem wyjścia jest pytanie z części drugiej o ewakuację podczas zbliżania się frontu latem 1944. Mieszkanie rodziny u siostry Ojca – Zofii Boguckiej przy gościńcu warszawsko-tarbobrzeskim – trwało kilka dni [w okolicy 1 sierpnia ’44, kiedy ruszały walki o przyczółek warecko-magnuszewski].

III (wspomnienie Mariana)

W miarę odsuwania się Niemców od Wisły za Pilicę – pisze Marian Dąbrówka – nasz Ojciec uznał, że trzeba wrócić do domu. Zastaliśmy tam żołnierzy I Armii Wojska Polskiego gen. Berlinga a potem czerwonoarmistów z Armii Gwardii gen. Czujkowa. Wtedy jednak zostaliśmy zmuszeni do opuszczenia naszego domu w Rękowicach. Udaliśmy się za Wisłę, na wiślaną Kępę Gruszczyńską do stryjka Edka – ja i nasza krowa już tam wcześniej byliśmy przewiezieni.  Edward Dąbrówka jako najmłodszy syn Franciszka i Józefy objął po swych rodzicach gospodarstwo. Dziadek Franciszek umarł w grudniu 1939, natomiast datę śmierci babci Józefy trzeba wyjaśnić w Mniszewie, moim zdaniem żyła jeszcze w 1944 roku. W tym czasie (jesień 1944-wiosna 1945) u stryjka Edka znalazła schronienie liczna rodzina:

  • Aleksander i Stanisława Dąbrówkowie z 3 synami
  • Jan Dąbrówka z trzema osobami
  • Helena Grądziel (z d. Nyrek, siostra Stanisławy) z piątką dzieci, mąż Piotr zginął niedawno od bomby
  • Zofia Bogucka (z d. Dąbrówka, siostra Ojca) z trzema osobami
  • Mietek, kuzyn Sabiny żony Edwarda

Niebawem [z wiosną 1945] nastąpił drugi etap naszych przesiedleń. Znaleźliśmy się za starą Wisłą, w Podolu. My u państwa Mroczków. Po niedługim czasie okazało się, że czeka nas jeszcze trzeci etap przesiedleń, tym razem w kierunku Garwolina. Zatrzymaliśmy się w miejscowości Wilkowyje (ok. połowy drogi między Wilgą a Garwolinem). Ja znalazłem tu zatrudnienie jako pasterz gospodarskiego stada i w ten sposób „zarabiałem” na utrzymanie rodziny.

Jesienią, może w październiku 1945, wróciliśmy na Kępę Gruszczyńską.

Wszyscy, a szczególnie nasza rodzina, przeżyliśmy bardzo trudne chwile związane z Edkiem, który wraz z innymi młodymi mężczyznami z Kępy został powołany do wojska w II Armii WP. Na skutek propagandy prowadzonej przez patriotyczne podziemie (AK) doszło do buntu w nowo utworzonym w Siedlcach pułku piechoty („bunt siedlecki”). Po prostu jednej nocy pułk przestał istnieć, zniknęli żołnierze. Większość uciekła do lasu, ale niektórzy wrócili na łono rodziny. Tak zrobił stryjek Edek i dwaj koledzy (Chojnaccy? – zostali schwytani w zaroślach na Kępie). Oczywiście władze wojskowe (NKWD) ruszyły w pościg za dezerterami, którym groziła kula w łeb. Niebawem zaczęli przeszukiwać Kępę. Tymczasem Ojciec w wielkiej tajemnicy (wyjawionej dopiero dużo później) ukrył młodszego brata w stodole pod snopkami. Zrobił to na tyle skutecznie, że pomimo usilnych starań sołdatów, częściowego odwalania słomy i dźgania bagnetami osadzonymi na karabinach, nie wykryli zbiega.

W tej sytuacji, chyba dla zastraszenia i wymuszenia informacji o miejscu ukrycia, żołnierze zagrozili rodzinie, że zamiast Edka zabiorą Ojca do wojska i kazali szykować się do drogi. Mama wzięła rocznego Bogdana na ręce i całą czwórką ruszyliśmy za Ojcem z głośnym płaczem. Prawdopodobnie nasz lament spowodował, że po kilkudziesięciu metrach żołnierze się zatrzymali i zwolnili Ojca. Mogliśmy wrócić do domu.

Wtedy jeszcze ani ja ani nikt z mieszkańców nie wiedzieliśmy, gdzie jest Edek. Ojciec wieczorem dowiedział się, że Edek przeżywał w tej stodole ciężkie chwile – omal nie dostał bagnetem, a poza tym był przygnieciony i obawiał się, że się udusi. W nocy urządzili skrytkę pod podłogą w dużej izbie. W tej skrytce przebywał w ciągu dnia, kiedy kręciło się ciągle dużo żołnierzy, którzy znali stałych mieszkańców domu.

Po ofensywie 16 stycznia 1945 stryjek Edek wyszedł z ukrycia, a my po lodzie przeprawiliśmy się przez Wisłę do mieszkania drugich dziadków (Stanisława i Marianny Nyrków) w nie zniszczonych czworakach (pobliski dwór bliżej Wisły był zbombardowany).

Tam 1 stycznia 1947 roku urodził się Janusz, czwarty syn a nasz brat. Ojciec w beczce nastawił zacier i tym sposobem miał bimber na wyprawienie chrzcin, na które przyjechali goście z Warszawy. Moja stryjeczna siostra Henia, córka Władysława (najstarszego z braci Aleksandra) była matką chrzestną, a wujek Antoni Tchorek (mąż Marianny Nyrek, młodszej siostry Stanisławy) ojcem chrzestnym. Pamiętam jak Henia śpiewała piosenki powstańcze, m.in. 1 sierpień dzień krwawy, które zrobiły na nas wielkie wrażenie.


© M. Dąbrówka, 2016


W ikonie wpisu Kępa Gruszczyńska widziana z brzegu Wisły na wysokości Rękowic i Gruszczyna.

Informacje o Andrzej Dąbrówka

Tenured professor, Institute of Literary Research (Polish Academy of Sciences), Warsaw.
Ten wpis został opublikowany w kategorii personal, Poland, Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s