Przyczółek warecko-magnuszewski

Dodaję kilka epizodów wzmiankowanych w poprzednich częściach moich rodzinnych wspomnień. Zawdzięczam je mojemu najstarszemu bratu Marianowi (ur. 1936). Punktem wyjścia jest pytanie z części drugiej o ewakuację podczas zbliżania się frontu latem 1944. Mieszkanie rodziny u siostry Ojca – Zofii Boguckiej przy gościńcu warszawsko-tarbobrzeskim – trwało kilka dni [w okolicy 1 sierpnia ’44, kiedy ruszały walki o przyczółek warecko-magnuszewski].

III (wspomnienie Mariana)

W miarę odsuwania się Niemców od Wisły za Pilicę – pisze Marian Dąbrówka – nasz Ojciec uznał, że trzeba wrócić do domu. Zastaliśmy tam żołnierzy I Armii Wojska Polskiego gen. Berlinga a potem czerwonoarmistów z Armii Gwardii gen. Czujkowa. Wtedy jednak zostaliśmy zmuszeni do opuszczenia naszego domu w Rękowicach. Udaliśmy się za Wisłę, na wiślaną Kępę Gruszczyńską do stryjka Edka – ja i nasza krowa już tam wcześniej byliśmy przewiezieni.  Edward Dąbrówka jako najmłodszy syn Franciszka i Józefy objął po swych rodzicach gospodarstwo. Dziadek Franciszek umarł w grudniu 1939, natomiast datę śmierci babci Józefy trzeba wyjaśnić w Mniszewie, moim zdaniem żyła jeszcze w 1944 roku. W tym czasie (jesień 1944-wiosna 1945) u stryjka Edka znalazła schronienie liczna rodzina:

  • Aleksander i Stanisława Dąbrówkowie z 3 synami
  • Jan Dąbrówka z trzema osobami
  • Helena Grądziel (z d. Nyrek, siostra Stanisławy) z piątką dzieci, mąż Piotr zginął niedawno od bomby
  • Zofia Bogucka (z d. Dąbrówka, siostra Ojca) z trzema osobami
  • Mietek, kuzyn Sabiny żony Edwarda

Niebawem [z wiosną 1945] nastąpił drugi etap naszych przesiedleń. Znaleźliśmy się za starą Wisłą, w Podolu. My u państwa Mroczków. Po niedługim czasie okazało się, że czeka nas jeszcze trzeci etap przesiedleń, tym razem w kierunku Garwolina. Zatrzymaliśmy się w miejscowości Wilkowyje (ok. połowy drogi między Wilgą a Garwolinem). Ja znalazłem tu zatrudnienie jako pasterz gospodarskiego stada i w ten sposób „zarabiałem” na utrzymanie rodziny.

Jesienią, może w październiku 1945, wróciliśmy na Kępę Gruszczyńską.

Wszyscy, a szczególnie nasza rodzina, przeżyliśmy bardzo trudne chwile związane z Edkiem, który wraz z innymi młodymi mężczyznami z Kępy został powołany do wojska w II Armii WP. Na skutek propagandy prowadzonej przez patriotyczne podziemie (AK) doszło do buntu w nowo utworzonym w Siedlcach pułku piechoty („bunt siedlecki”). Po prostu jednej nocy pułk przestał istnieć, zniknęli żołnierze. Większość uciekła do lasu, ale niektórzy wrócili na łono rodziny. Tak zrobił stryjek Edek i dwaj koledzy (Chojnaccy? – zostali schwytani w zaroślach na Kępie). Oczywiście władze wojskowe (NKWD) ruszyły w pościg za dezerterami, którym groziła kula w łeb. Niebawem zaczęli przeszukiwać Kępę. Tymczasem Ojciec w wielkiej tajemnicy (wyjawionej dopiero dużo później) ukrył młodszego brata w stodole pod snopkami. Zrobił to na tyle skutecznie, że pomimo usilnych starań sołdatów, częściowego odwalania słomy i dźgania bagnetami osadzonymi na karabinach, nie wykryli zbiega.

W tej sytuacji, chyba dla zastraszenia i wymuszenia informacji o miejscu ukrycia, żołnierze zagrozili rodzinie, że zamiast Edka zabiorą Ojca do wojska i kazali szykować się do drogi. Mama wzięła rocznego Bogdana na ręce i całą czwórką ruszyliśmy za Ojcem z głośnym płaczem. Prawdopodobnie nasz lament spowodował, że po kilkudziesięciu metrach żołnierze się zatrzymali i zwolnili Ojca. Mogliśmy wrócić do domu.

Wtedy jeszcze ani ja ani nikt z mieszkańców nie wiedzieliśmy, gdzie jest Edek. Ojciec wieczorem dowiedział się, że Edek przeżywał w tej stodole ciężkie chwile – omal nie dostał bagnetem, a poza tym był przygnieciony i obawiał się, że się udusi. W nocy urządzili skrytkę pod podłogą w dużej izbie. W tej skrytce przebywał w ciągu dnia, kiedy kręciło się ciągle dużo żołnierzy, którzy znali stałych mieszkańców domu.

Po ofensywie 16 stycznia 1945 stryjek Edek wyszedł z ukrycia, a my po lodzie przeprawiliśmy się przez Wisłę do mieszkania drugich dziadków (Stanisława i Marianny Nyrków) w nie zniszczonych czworakach (pobliski dwór bliżej Wisły był zbombardowany).

Tam 1 stycznia 1947 roku urodził się Janusz, czwarty syn a nasz brat. Ojciec w beczce nastawił zacier i tym sposobem miał bimber na wyprawienie chrzcin, na które przyjechali goście z Warszawy. Stryjenka Henia, żona Władysława (najstarszego z braci Aleksandra) była matką chrzestną, a wujek Antoni Tchorek (mąż Marianny Nyrek, młodszej siostry Stanisławy) ojcem chrzestnym. Pamiętam jak Henia śpiewała piosenki powstańcze, m.in. 1 sierpień dzień krwawy, które zrobiły na nas wielkie wrażenie.


© M. Dąbrówka, 2016


W ikonie wpisu Kępa Gruszczyńska widziana z brzegu Wisły na wysokości Rękowic i Gruszczyna.

Opublikowano personal, Poland, Uncategorized | Dodaj komentarz

Angielskie widowiska religijne w XVI wieku

Andrzej Dąbrówka

Posłowie

[w książce]
Piotr Morawski, Ustanawianie świętości.
Kulturowa historia angielskich widowisk religijnych w XVI wieku
,
Warszawa 2015.

Odrębność estetyczna teatru należy do podstawowych, a więc stałych zagadnień w badaniu tej sfery kultury.

Teatrologia mediewistyczna ukonstytuowała się mniej więcej sto lat temu jako odrębna dyscyplina w dziele Maxa Herrmanna (1914), który w dorobku literacko-teatralnym średniowiecza na pierwszym miejscu umieścił przedstawienie: ono „jest najważniejsze i obejmuje tekst jako część swojej istoty”[1]. Mimo to jednak składnik tekstowy długo uchodził za organizujący zastosowanie innych budulców teatralności. Tylko po części dominacja tekstu odzwierciedlała motywy realizacji i sposób recepcji, i tak jest zresztą nadal, mimo wszelkich rewolucji i zwrotów, skoro nie brak widzów na przedstawieniach niepokazujących niczego więcej prócz jednego aktora i jego mówionej roli.

Z czterech kierunków nadeszły impulsy do waloryzacji niewerbalnej strony widowisk, ich warstwy behawioralnej, a zwłaszcza materialnej, przy zepchnięciu tekstu na drugi plan bądź wręcz przy jego redukcji.

Po pierwsze, w naukach historycznych doceniono symboliczny wymiar przedmiotów i performatywność czynności i zachowań rytualnych. Skorzystano z dorobku antropologii, która jako pierwsza dostrzegła znaczącość trywialnych zachowań niewykszałconych, ba niepiśmiennych ludzi. Obecnie nie da się niczego powiedzieć o życiu społecznym bez uwzględniania komunikacji pozawerbalnej i symbolicznego ładunku w gestach, zachowaniach, wyglądach i przedmiotach. Dzięki temu również w świadectwach historycznych dopatrzono się znaczącej warstwy i doceniono semantyczny potencjał zabytków materialnych

Po wtóre, w sztukach plastycznych – tradycyjnie statycznych i figuratywnych – nastąpiło w warstwie narracyjnej spotkanie z ruchem i zachowaniem (happening, instalacja, performans), a w warstwie formalnej przełamanie monopolu figuratywności (abstrakcja). Impulsem obu innowacji stało się uniezależnienie tworzywa od zobowiązań narracyjnych, kompozycji zaś od logiki fabuły. Redukcja słowa była wprawdzie stosowana w widowiskach od dawna, wszelako nie tylko pantomima, ale i czysto plastyczne formy teatralne (tableau vivant, eidophusikon), przestrzenne obrazy (diorama, ruchoma panorama) i widowiska przedkinowe (latarnia magiczna, fantasmagoria) – zawsze implikowały jakąś fabułę.

Po trzecie, w samej teatralności i w dramacie sczerstwiały lub wręcz się zużyły klasyczne formy, po których odziedziczyliśmy pudełkową scenę z kurtyną i całym wachlarzem oczekiwań przeciętnej publiczności. Ten model słabł z powodu znudzenia wyrobionych uczestników, a od środka rozrywany był przez zapał nowych pokoleń twórców. Nad wszystkim unosi się duch estetycznego wyzwolenia składników widowiska: przestrzeni, ruchu i dźwięku, postaci z ich wyglądami, zachowaniami, słowami, a wreszcie przedmiotów. Te ostatnie zawsze zresztą wspomagały lub zastępowały aktorów. Nie bez powodu teatr postdramatyczny spotyka się paradoksalnie ze średniowiecznym „teatrem predramatycznym”, którym to terminem można określić luźniejsze gatunkowo formy zastąpione w klasycyzujących okresach wczesnonowożytnych (renesans, barok) ściśle uregulowanymi wzorcami (pseudo)antycznymi.

Do tych trzech uwarunkowań wnoszonych przez rozwój obiektu badań historii teatru, a doskonale opisujących profil serii „Dromena”, doszedł czynnik czwarty, czysto warsztatowy. Rozpoczęty czterdzieści lat temu wielki kanadyjsko-brytyjski program Records of Early English Drama zaowocował 27 tomami źródeł oraz poszerzaną wciąż elektroniczną bazą danych dla dawnych widowisk, rozrywek i ceremonii. Wynik ten sprawił, że żaden obszar kulturowy nie ma tak bogatej dokumentacji życia teatralnego w okresie od średniowiecza do roku 1642 (zamknięcie teatrów w Królestwie Anglii). Przełomowość tego korpusu danych polegała także na bardzo szerokim kwestionariuszu, nieograniczającym się bynajmniej – wbrew tytułowi – do zdarzeń mogących być przedstawieniami dramatów, lecz obejmującym wszelkie wiadomości o wykonawcach, aspektach organizacji i przebiegu publicznych świąt, obchodów i zabaw. Charakter tego kwestionariusza nie był bez związku z przewartościowaniami metodologicznymi przypomnianymi w poprzednich trzech akapitach.

Stąd właśnie, z tego nowego skarbca starych autentycznych dokumentów, czerpie znaczną część swojej wartości przedstawiana książka. Ale i wspomniane wyżej trzy aspekty dostarczyły jej wiele twórczej energii.

Oto dowiadujemy się, jak zaraz po względnym ustabilizowaniu się średniowiecznego brackiego teatru moralitetowego w XV wieku jego zasady zostały podważone w krajach protestanckich, co można uznać za wczesny precedens dla estetycznego wyzwolenia składników widowiska wskutek modernistycznych eksperymentów. Zwalczanie katolicyzmu odbywało się bowiem także w obszarze kultury religijnej – tocząc się w różnym tempie w poszczególnych segmentach i w różnym stopniu dokonując przesunięć w definicjach i funkcjach.

Patrząc na te anglikańskie wysiłki „zreformowania” widowisk religijnych drogą rozbicia dawnych całości i wyjęcia z nich pewnych składowych, Morawski korzysta z nauk antropologii historycznej, uczącej dostrzegania, jak się aktualizują semantyczne potencjały materialnych zabytków: odziedziczonych przez nowe prądy i traktowanych różnie przez ich uczestników. W zależności od miejsca tych zabytków w dawnym systemie sakramentalnym przechwytywano je i obdarzano nową symboliką, tym razem ściśle skrypturystyczną i konsekwentnie spirytualną, zgodnie z obsesyjnym lękiem przed idolatrią, którą protestanci podejrzewali i tępili nawet w metaforach.

Również modernistyczne uniezależnienie tworzywa plastycznego, materialnego, od zobowiązań narracyjnych miało swój precedens protestancki. Tam nastąpiło wszakże nie zmęczenie narracją (jak „gadatliwej duszy” Edwarda Stachury), ale unieważnienie narracji katolickiej, które umożliwiło nadanie tworzywom nowych służebności. Oczywiście były one jeszcze tradycyjnie narracyjne, aczkolwiek zwykle mniej lotne, dosłowne, gdyż pozbawione skrzydeł alegorezy. Nie wszystkie składniki widowisk zniosły to dobrze, o czym świadczy załamanie systemu angielskiej kultury teatralnej w połowie XVII wieku, spowodowane lękiem przed wizualną idolatrią, któremu protestanci chcieli zapobiec, zastępując obraz tekstem.

Jak widać, książka zawdzięcza troisty ekwipunek teoretyczny dwudziestowiecznym przewartościowaniom estetycznym, którym towarzyszył nieustający od ponad stu lat europejski, następnie zaś amerykański ruch akademickiej rekonstrukcji dawnych przedstawień. Uczulił on badaczy teatru, zwykle będących praktykami tego ruchu, na wagę szczegółów realizacyjnych, które umykają oglądowi, gdy się tylko studiuje i pisze historię.

Autor zastosował te narzędzia do nowo zebranego dawnego materiału źródłowego, z którego wybrał dokumenty historii angielskich widowisk religijnych w XVI wieku, skupiając się na „ustanawianiu świętości”, czyli na problemie kreowania na scenie sacrum.

Cały ten aspekt teoretyczny książki trzeba będzie po jej wydaniu przedyskutować na konferencji recenzyjnej, gdyż przynosi on dużo nowych obserwacji i proponuje istotne rozróżnienia, nie stroniąc od dyskutowania subtelności teologicznych, semantycznych i estetycznych, takich jak świętość, (trans)substancjacja, tekstualizacja obrazu, reprezentacja, imitacja, mimesis, przechwycenie itd.

Nie mogę się tym zająć w niniejszym posłowiu, zwrócę więc tylko uwagę Czytelników na wyraziste credo metodologiczne Autora, dotyczące quaestio famosissima teatrologii, czyli stosunku między teatrem a dramatem, ustanawiające całkowitą estetyczną autonomię teatru. Niech to wystarczy za próbkę możliwej dalszej dyskusji nad tą ważną rozprawą.

Sto lat temu Max Herrmann z ulgą odnotowywał, że kilkuwiekowy rozwój teatru od czasów średniowiecznej prymitywnej gry górującej nad wykluwającym się dopiero  artystycznym dramatem, poprzez kolejne okresy rywalizacji żywiołów widowiska i tekstu, doprowadzał jednak niekiedy do stanu pełnej harmonii, „klasycznego połączenia między tym, co dramatyczne, a tym, co teatralne”[2]. Harmonii pełnej i wiecznej – pisał u progu wieku modernizmu, w którym prymat reżyserii ponownie i może „na wieki” zepchnął tekst na drugi plan.

Piotr Morawski dobitnie opowiada się za swoistością teatru jako pola artystycznego niezależnego od literatury, a nawet za jego autonomicznością jako systemu kulturowego: „To nie poetyka, lecz mechanika wyznacza język teatru”.

Z takim postawieniem sprawy można się wstępnie zgodzić. Rośnie wszak zainteresowanie kulturowymi i estetycznymi funkcjami technologii, rozwijane są również naukowe metody badania kooperacji ludzi z aktantami materialnymi (ANT, Actor-Network-Theory), przełom cyfrowy rewolucjonizuje także samą twórczość i zbliża nas do artefaktów. Łatwość remediacji, jaką nam zapewniają nowe technologie, wzmaga obrót utworami, a jeszcze bardziej ich fragmentami, a najbardziej składnikami.

Odbywa się to na tle ogólnego procesu destrukcji retoryki jako szkoły tworzenia skończonych utworów według sprawdzonych po milionkroć pięciu kanonów: obmyślenie, szkic, wykończenie, zapis, odtworzenie. Kiedy bowiem panujące tryby odtwarzania nie sprzyjają konsumowaniu skończonych całości, kiedy zapisy tracą integralność, kiedy gatunkowe systemy elokucyjne tracą autorytet, kiedy szkice wystarczają w obiegach wymagających szybkiego ruchu, wówczas elementarne składniki twórczości, motywy inwencyjne się emancypują, zyskują większą swobodę i samodzielność, gdyż mogą łatwiej wchodzić w tymczasowe całostki preferowane w nowej twórczości prosumpcyjnej.

Biorąc pod uwagę wspomniany wyżej religijny precedens estetyczny (unieważnienie narracji katolickiej, „przetopienie kielichów z powrotem na złoto”), możemy uznać, że warto badać szesnastowieczny teatr angielski przez pryzmat składników twórczości, artefaktów, mechaniki, słowa li tylko biblijnego. Książka Morawskiego dobrze sobie z tym radzi i stawiając mechanikę ponad poetyką, nie proponuje niczego niemożliwego. Mechanika, aczkolwiek bliższa sferze praktycznego działania i niezależna od idei, w istocie nie jest aż tak odległa od artystyczności. Praktyczne umiejętności obejmowane terminem sztuk mechanicznych (artes mechanicae) w odróżnieniu od sztuk wyzwolonych (trivium i quadrivium) miewały swoje aspekty artystyczne, do dziś nas interesujące. A i sztuki wyzwolone w większości nie były w żadnej relacji z estetyką, może wręcz miała ją tylko trywialna retoryka, bo nawet kwadrywialna muzyka była związana bardziej ze strojeniem instrumentów niż z kompozycją.

Pewną wątpliwość można tu tylko zgłosić co do statusu słowa biblijnego jako niezależnego od poetyki, ale powiedzmy, że zaobserwowane fiasko anglikańskich prób zbudowania nowego teatru wokół czystej mowy biblijnej (John Bale) i polityczna brutalizacja sztuk berneńskich obrazoburców (Niklaus Manuel) potwierdzają „mechaniczną” tezę Morawskiego.

Z większą rezerwą podchodzę natomiast do innych deklaracji Autora (s. 198-199):

 

Między bajki można włożyć teorie literaturoznawców stwierdza­jących, że widowiska misteryjne miały na celu umoralnienie widzów lub też że miały być wykładem biblijnym dla niepiśmiennych.(…) To drugie stanie się oczywiste dla każdego, kto zajrzy choćby do przy­woływanej już sceny budowy arki w cyklu z Chester: materia biblij­na jest tam czystym pretekstem, pozwalającym chesterskim cieślom na prezentację na scenie instruktażu budowy arki.

 

Odmawianie celów umoralniających tej działalności artystycznej wspiera Autor serią argumentów rozpoczętą odkryciem Jody Enders, że jakaś wiadomość o przedstawieniu misteryjnym powstała nie po to, aby opiewać chwalebny czyn twórców przedstawienia, ale by odnotować przestępstwo zgwałcenia pewnej kobiety. Dodam na marginesie, że najstarszy znany zapis niderlandzkiego słowa związanego z rozrywką wystąpił w roku 1306 w rachunkach Gandawy księgujących grzywnę, jaką z powodu bójki obłożono pewnego Henryka z „domu gry” (Heynris uten spelhuse).

Mnożąc następnie przykłady gorszących zlotów łobuzerii, stale towarzyszących misteryjnym przedstawieniom, Autor wyciąga wniosek, że sztuki nie miały żadnej funkcji umoralniającej, gdyż nie poskramiały przestępczości w swym bezpośrednim zasięgu i na miejscu nie nawracały grzeszników raz na zawsze. Wobec takiego konkludowania nasuwa się podejrzenie, że Autor albo nie wychował żadnego dziecka, albo całkiem zapomniał, jak był sam wychowywany…

Oszczędźmy sobie mitręgi obalania tak wątłego wywodu i spójrzmy na drugą część twierdzenia w powyższym cytacie, o motywacjach chesterskich rzemieślników, którzy mieli trudzić się raczej marketingowo niż moralizująco, chcąc jedynie poszczycić się swoją zawodową doskonałością, mistrzostwem, bez żadnych celów religijnych.

Do pewnego stopnia taki proces twórczy miał miejsce. W sztukach farsowych (np. Hans Folz) wykorzystywano nagminnie motywy religijne jako semantyczny budulec, gdyż nie ma lepszego materiału dla dowcipu, niż język najlepiej znany publiczności.

Ale komu była potrzebna arka zbudowana przez cieślów i stolarzy z Chester?

Kiedy cieśle pokazywali, że potrafią zbudować arkę, to może udowadniali, że arkę można było zbudować, a więc że biblijna opowieść o niej jest prawdziwa? A kiedy urzeczywistniali istotny wycinek historii zbawienia obok kolegów z innych cechów, odtwarzających inne wycinki, pokazywali jedni drugim, że są członkami ciała mistycznego, które zgodnie z ich pojmowaniem świata zdefiniowano egzystencjalnie jako izbę rzemieślniczą? Może tak ich w tej metaforze umieszczono, aby zrozumieli, czym jest współpraca członków w toposie organicznym, że spójne życie ciała mistycznego wymaga, aby się nawzajem szanowali, robiąc to, co robią, aby współpracowali, i że niewiele więcej Bóg od nich wymaga?

Ten praktyczny, behawioralny, materialny, mechaniczny wymiar życia teatralnego, który Piotr Morawski tak celnie uwypukla, nie jest uregulowany literacką poetyką, ale ma swoją estetykę. Na nią składa się zaś każda zasada ucząca, jak zastosować reguły swojej sztuki do stworzenia przedmiotu bez żadnego praktycznego pożytku. Trzepoczący skrzydłami mechaniczny ptak mógł być pokazem mistrzostwa, reklamą warsztatu, owszem, ale czy nie mógł być metaforą żywych stworzeń, które tak jak wszystkie ludzkie stany i rzemiosła też mają swoje miejsce w mistycznym ciele i grają swoją rolę w jego zespołowej aktywności?

Zamykając ten przykład możliwej dyskusji z niniejszą książką jakąś kontrpropozycją, dostrzegałbym w przedstawionym exemplum chesterskim przejawy kognitywnego transferu, który uruchamia zdolność uczniów i terminatorów do samodzielnej twórczości. Jest tu pomocna etymologia terminu „misterium” jako przedstawienia majstrów cechowych. Korzystając z niej można ukuć metaforę rzemieślniczego majstersztyku w sensie dosłownym – dzieła dowodzącego, że czeladnik już jest pełnowartościowym specjalistą w swojej dyscyplinie. W tym sensie miejskie przedstawienia misteryjne to byłyby majstersztyki laikatu, który odbywszy paropokoleniową edukację religijną, dokonuje wyzwolin i staje się w pełni samodzielnym i świadomym członkiem Kościoła, w pełni rozwiniętym organem ciała mistycznego, a pokazuje to, robiąc to, co potrafi najlepiej.

 

Choć posłowie nie powinno wszczynać dyskusji z Autorem, to jej próbka niechaj będzie dowodem mojego najwyższego uznania: książka zaczepia, zmusza do myślenia, uczy o nowo odkrytych zasobach źródłowych, zmienia definicje i perspektywę badawczą – czego chcieć więcej?

 

Andrzej Dąbrówka

 

[1] M. Herrmann, Forschungen zur deutschen Theatergeschichte des Mittelalters und der Renaissance, Berlin 1914, s. 504: „…die Aufführung ist das Wichtigste und umfasst den Text als einen Teil ihres eigenen Wesens”.

[2] Ibidem, s. 510: „die klassische Vereinigung des Dramatischen mit dem Theatralischen zu harmonischen Gebilden für die Ewigkeit”.

Opublikowano art, books, English, literature, liturgy, medieval studies, mediewistyka, poetry, research, satire, teatr, theatre, Uncategorized | Dodaj komentarz

Dziadkowie i Rodzice

(Ciąg dalszy historii zaczętej we wpisie Przodkowie)

Przesunięcie Dąbrówków (z linii Franciszka i Józefy) z wareckiego Zapilcza nad Wisłę odbyło się w trzech krokach, choć wszystkie mieściły się w parafii Mniszew, sąsiadującej z rozniszewską. Tuż po ślubie Dziadkowie kupili działki rolne na Kępie Gruszczyńskiej na Wiśle, a później zapewne w Rękowicach na lewym („poprzednim”) brzegu Wisły. Na tej pierwszej placówce postawili zabudowania gospodarskie,  w których spędzili całe życie, wydając na świat czterech synów (Władysława, Jana, Aleksandra i Edwarda) oraz dwie córki (Mariannę i Zofię). Na działce rękowickiej, położonej tuż za wałem wiślanym (między siedliskami Rybarczyków a Witków), Aleksander zbudował w latach 1943-44 roku dom, ale  nie zdążył na dobre go zasiedlić z żoną i trójką synów. Kiedy bowiem latem ’44 nadszedł od wschodu front wojenny, najpierw przyniósł zarządzone przez Niemców czasowe przesiedlenie z linii spodziewanego frontu na Wiśle, a potem sam dom wziął udział w walce z Niemcami, i chyba w niej poległ.

Jak długo trwało mieszkanie u Boguckich pod gościńcem, bo tam – u siostry Ojca Zofii – została umieszczona rodzina?

Jak to było możliwe, że Ojciec nawyławiał belek drewnianych, które spływały z Wisłą, wytrącone z mostu budowanego przez Rosjan powyżej Gruszczyna – na wysokości Magnuszewa? Ostrzeliwali go w nocy Niemcy z dział z drugiego brzegu Pilicy. Spływające kantówki Ojciec wyławiał z rzeki i odkładał jako budulec nabyty legalnie. Kiedy w styczniu 1945 ruszał front, Rosjanie znowu potrzebowali materiałów na umocnienia transzei, i zaczęli zabierać stertę belek, zgromadzoną przez Ojca na budowę domu. Kiedy zobaczył, jak dwóch żołnierzy taszczy belkę podtrzymując jej końce na ramionach, rzucił się na ostatniego, strącił mu znienacka belkę z barku, a ta spadając przybiła potężnie kark pierwszemu żołnierzowi. Ten złapał za karabin i gdyby od razu strzelił, a nie zaczął najpierw krzyczeć, co myśli, nie byłoby mnie na świecie. Być może pomogła pewna zażyłość, jaka się tam zawiązała przez kilka miesięcy od września do stycznia, kiedy żołnierze się kręcili po tej okolicy i wdawali w pogawędki z miejscowymi. Odnaleźli się nawet wśród Berlingowców nawet jacyś dawni koledzy pułkowi Ojca, który po kampanii wrześniowej pod Mławą znalazł się ze swoim oddziałem w Warszawie, gdzie zdemobilizował ich dowódca, zamiast ich poddawać honorowo do niemieckiej niewoli. Kto miał blisko rodzinę mógł zostawić broń i iść do domu. Inni, którzy nie trafili do Warszawy, tylko poszli na Wschód, znaleźli się po 17 września na Syberii, i stamtąd dopiero po latach wracali do Polski.

Kiedy Rosjanie i Berlingowcy już zdobyli przyczółek Magnuszewski, rodzina mogła wrócić za linię frontu, ale domu już nie zastała, bo go Rosjanie rozebrali na umocnienia zdobywając w ciężkich walkach ten teren. Rodzice z trójką moich starszych braci wrócili na jakiś czas na Kępę Gruszczyńską. Dom dziadków jeszcze stał, ale nie żyli już ci, co go zbudowali. Dziadek Franciszek umarł jeszcze w grudniu 1939, babcia Józefa w grudniu 1943.

Co się stało z zabudowaniami w Kępie Gruszczyńskiej?

Kiedy ok. 1960 pływałem tam łódką z Ojcem, który coś robił tam w polu, już nie było tych domów. Czy po śmierci dziadków zostały rozebrane i przeniesione na trzecie miejsce, w sąsiednim Gruszczynie, gdzie Ojciec z Matką otrzymali z reformy rolnej parę hektarów?  W narożniku działki najbliższym starych zabudowań wsi Gruszczyn,  pobudował drewniany dom i stodołę z przybudowaną oborą. W tym domu się urodziłem. Dzięki temu położeniu domu miałem trochę bliżej do szkoły w Chmielewie, niż gdyby dom stał przy drodze do Wisły, w drugim końcu działki, którędy trzeba było zmierzać, kiedy się jechało wozem.

Potem powstała obora z cegły, a w starej Ojciec zlikwidował jedną ścianę i zrobił tak wiatę na wóz. W 1961 roku powstał dom murowany, jeden z pierwszych we wsi, z wewnętrznym murem z kupowanej cegły palonej, a zewnętrznym z cementowej, którą się samemu wyrabiało – w czym już sam pomagałem. Dom ten dalej stoi, mieszkają w nim krewni ze strony Matki (Nyrkowie)

Stara drewniana chata została sprzedana za 10 tysięcy zł wdowie Pawińskiej i przeniesiona do Gruszczynka, przysiółka Gruszczyna po drugiej stronie gościńca warszawsko-tarnobrzeskiego, o którym to miejscu mówiło się „pod borem”. Nowy dom był prawie gotowy akurat, kiedy nastąpiła elektryfikacja wsi (a może tylko tego przysiółka), w każdym razie kable były położone w rurkach na gołe ściany i dopiero wtedy je otynkowano. Pamiętam, jak ostrzegano mnie przed prądem i tłumaczono, żeby niczego nie wtykać do gniazdek, bo prąd mnie kopnie albo zabije, i doprawdy nie wiem jak to się stało, że jak tylko byłem sam, wziąłem dwa kawałeczki kabla, wetknąłem do obu dziurek i zetknąłem. Przemknęła z pyknięciem iskra i wyskoczył z trzaskiem korek, którego nie umiałem wcisnąć z powrotem, bo był za wysoko.

Ten trzeci krok – z Rękowic do Gruszczyna – okazał się ostatnim. Tam zakończyła się obecność Dąbrówków w parafii Mniszew. Wszyscy moi bracia i ja sam najmłodszy znaleźli pracę w Warszawie, i w 1966 roku rodzice kupili dom w Podkowie Leśnej aby dać nam mieszkania i się na starość tam przeprowadzić.

Dla moich rodziców był to jednak swoisty „powrót do Warszawy”. Około 1937 roku Ojciec dzięki bratu Władysławowi po wojsku znalazł pracę na kolei, i sprowadził na ulicę Lelechowską (do mieszkania brata – murarza) żonę z dwójką synów. Niebawem jednak został ponownie zmobilizowany, a kiedy wybuchła wojna, w pierwszych dniach nalotów na Warszawę Matka przez znajomych wysłała starszego trzyletniego syna z powrotem na wieś do Teściów, a z młodszym rocznym ewakuowała się parę dni później, z niemałymi trudnościami, bo już nie działała regularna komunikacja.


27 grudnia 2015

Opublikowano historia, personal, Poland, Uncategorized | Dodaj komentarz

Czary, alchemia, opętanie

 

Czary, alchemia, opętanie w kulturze na przestrzeni stuleci.

Studia przypadków.

Koncepcja Joanna Pietrzak-Thébault, redakcja Joanna Pietrzak-Thébault, Łukasz Cybulski; wyd. UKSW, 2015

W proponowanej książce prócz wstępu Redaktorów (Joanna Pietrzak-Thébault, Łukasz Cybulski) znajdziemy 21 artykułów pogrupowanych w sześć cykli, które przedzielają ilustrowane „inkrustacje” narracyjne. Pierwszy cykl wprowadza dwa zabytkowe teksty – niderlandzki dramat o Maryjce z Nijmegen (Szturc) oraz łac. dialog Ulryka Molitora o czarownicach zachowany w inkunabule Bibl Uniw. Wrocławskiego (Olga Koncisz, Agata Ceckowska). Obydwa źródła są istotne dla kwestii czarostwa, a jednocześnie kluczowe dla książki, wykorzystującej ich fragmenty jako przerywniki i ilustracje.

Część II zawiera pięć studiów, trzy o postaciach czarownic w literaturze antyku (Rybowska, Koźluk, Budzanowska), i dwa o tematyce średniowiecznej (Wiencek red., Bracha).

Część III przynosi trzy szkice o materiałach z kręgu renesansowej literatury włoskiej, narracyjnej i pragmatycznej (Klimkiewicz, Dimke-Kamola, Bartochowska).

Część IV reprezentuje piśmiennictwo demonologiczne francuskie, angielskie, włoskie i polskie XVII-XVIII w. (Kula, Rutkowski, Markuszewska, Kowalewska).

Cz. V przenosi nas do wieku XIX  trzema szkicami o różnych ujęciach historycznych zjawiska czarostwa (Korotkich, Marzęcka, Sokalska).

Ostatnia, VI część dotyczy XX-wiecznych reprezentacji czarostwa w źródłach etnograficznych, filmie i operze (Szot-Radziszewska, Wałaszewski, Jagiełło-Skupińska, Werner).

Szeroki zakrój czasowy i tematyczny nie pozwala na osiągnięcie jakiejkolwiek kompletności uzyskanego obrazu, ale jest on naszkicowany wieloaspektowo: uwzględnione są różne literatury europejskie, różne odmiany piśmiennictwa, nie tylko artystycznego (w tym popularnego), ale także naukowego i publicystycznego. Otrzymujemy znakomity przegląd problematyki, przypominający niezwykle ważny wątek w historii kultury, nie przebrzmiały do końca, gdyż wciąż w niej przetwarzany, zwłaszcza w jej formach popularnych. Są one może mniej twórcze i powierzchowne, ale przez swą powszechność doniosłe i przez to zasługują na ciągłe zainteresowanie badaczy.

Aside | Opublikowano by | Otagowano , | Dodaj komentarz

First handbook of Polish history, 1435

Commentum by John of Dąbrówka

on the Chronica Polonorum by bishop Vincentius

ed. by Andrzej Dąbrówka and Mikołaj Olszewski

Wydawnictwo IBL PAN, Warszawa  2015, pp. 350

 

During the Conference on the Chronicle of Bishop Vincentius (18th Medieval Meeting, held at the Institute of Literary Research in Warsaw, 4–6 June 2008) the idea has been expressed to further address the subsequent fate of this work. Coincidentally, in that year a critical edition of the Commentum in Chronicam Polonorum magistri Vincentii dicti Kadłubek by Ioannes de Dąbrówka, appeared as the vol. 14 of Monumenta Poloniae Historica, Nova Series. It has been prepared by a longtime researcher of this work Marian Zwiercan in collaboration with Anna Kozłowska and Michał Rzepiela. The news of this first medieval academic course of Polish history, and perhaps of historiography, has been delivered by Mikołaj Olszewski to the 18th Colloquium of the Société Internationale pour l’Étude de la Philosophie Médiévale (SIEPM), devoted to the theme What is New in the New Universities? Learning in Central Europe in the Later Middle Ages (1348–1500), and organised in Lodz, Poland 8–10 Sept. 2011. Discussion that ensued after his paper History at a medieval university? Remarks on John of Dąbrówka’s Commentary on Vincent Kadłubek’s „Chronicle of Poles”, has led us to the preparation of the present volume, which was preceded by the 26th Medieval Meeting carried out 12–13 June 2013 under the slogan „the first Polish history manual”. In the call for papers to take part in the Conference and in the invitation to contribute to the collective monograph, we asked a simple question about the Commentum by John of Dąbrówka: „what sort of book was it?” We received a set of papers examining various aspects that have to be grouped into three parts.

Part one discusses questions of historiography – first seen as a research environment for the work of Jan of Dąbrówka (Marian Zwiercan), then as a stream of historical writing, in which his Commentum occupies a certain place (Wojciech Drelicharz, Edward Skibiński), and finally as the area of John’s individual work (Piotr Węcowski).

It is obvious that this book opens with Marian Zwiercan’s Historia badań nad Jana z Dąbrówki „Komentarzem do «Kroniki polskiej» mistrza Wincentego

286
zwanego Kadłubkiem” [History of the research in John of Dąbrówka’s „Commentum to the «Polish Chronicle» by master Vincent called Kadłubek”], in which the author summarised his observations over the place of John Dąbrówka in in the work of different historians. Initially unfavorable, if not disrespectful opinions prevailed although already Zeissberg reported the need for a critical edition of this work, that then was not yet attributed to our author. Only the late 20th century brought more positive opinions, and finally the identity of the author has been confirmed. In the remainder Zwiercan presents closer the development of John’s workshop, by comparing the preserved copies with the rough draft („Brulion”, main part of the Lubin Codex, preserved at Warsaw’s National Library, shelf number 3002).

Wojciech Drelicharz in the study Miejsce „Komentarza” Jana z Dąbrówki w twórczości historiograficznej w Polsce pierwszych Jagiellonów [The place of John of Dąbrówka’s „Commentum” in the historical writing of Poland at the beginning of Jagiellonian rule] establishes a mindmap of the historiography of the 15th c. It shows the exceptional place of the Commentum, which came into being as a textbook for the yuniversity course of rhetoric and as such has been copied frequently. On the other hand its appearance was well prepared by the activity of scholars interested in Polish history. We read about the legacy of the Cracow historical school starting with an „opening balance” at the beginning of the Jagellonian times when immediately the three functional areas for historical knowledge become visible: the front of the relations with the Teutonic Knights, conciliarism and constitutional considerations (legitimacy of Royal power).

Edward Skibiński in the study „Komentarz” Jana z Dąbrówki do „Kroniki polskiej” mistrza Wincentego zwanego Kadłubkiem na tle polskiej historiografii średniowiecznej [John of Dąbrówka’s „Commentum” to the „Polish Chronicle” by master Vincent called Kadłubek on the background of the Polish medieval historiography] deals with the verification of the extent to which later chronicles have been used as a basis for his commentary. Mainly the Kronika wielkopolska [Chronicle of Greater Poland] and the Chronicle by Mierzwa served John to verify the data of Vincent. What we find here, therefore, is the beginning of modern scholarly criticism, although still not consequent enough.

Piotr Węcowski in the chapter „Opera minora” Jana z Dąbrówki [John of Dąbrówka’s minor works] completes the picture of John’s legacy with seven other historiographic works, which are only seldomly discussed, if they don’t remain unknown to some scholars at all. These are as follows: Rodowód książąt polskich [Pedigree of Polish Dukes], Poczet książąt i królów polskich [Guide to Polish dukes and kings], Genealogia książąt pomorskich [Genealogy of the Dukes of Pomerania], adaptation of the Rocznik małopolski [Annals of Lesser Poland], Katalog biskupów krakowskich [Catalogue of the bishops of Cracow], a legal-historical treatise (1464), and Oratio contra Cruciferos (1462–1464).

287
Taking them all into account allows you to better show the intellectual profile of the commentator, and informal leader of the group of royal experts in times of Casimir IV Jagiellon.

Piotr Dymmel in the analysis Editio princeps „Komentarza” Jana Dąbrówki do „Kroniki” Wincentego Kadłubka. Uwagi o tekście [First printing of John of Dąbrówka’s „Commentary” to the „Chronicle” by Vincentius. Remarks on the text] shows the composition of the first edition of John’s Commentary by J. S. Herburt (Dobromil 1612), which was not integral. He is enumerating all omissions and amplifications as compared with the new critical edition of 2008.

The second part of the book covers commenting as a kind of historiographic writing. First we look at the European area (Jakub Kujawiński), then we examine John’s Commentum in terms of its genre characteristics (Mikołaj Olszewski) – mainly by looking at its intellectual content, since its formal dependence from the accessus ad auctores is discussed by Marian Zwiercan and Mieczysław Mejor. We finally check the scholarly erudition of John, by comparing his and Vincent’s knowledge of the great poets of antiquity Horace, Ovid and Virgil (Katarzyna Chmielewska), and enumerating the sources he used in his interpretations (Dorota Gacka).

Jakub Kujawiński in the study Komentowanie historiografii w średniowiecznej Europie. Próba charakterystyki zjawiska na podstawie wybranych zabytków z obszaru romańskiego (XI–XV w.) [Commenting on historiography in medieval Europe. An attempt at the characteristics of the phenomenon on the basis of selected sources from the Romance countries (11th–15th centuries)] explores the glossatory origins and fluid nature of expounding historical writings. He shows how explaining single words or passages may develop into long excursus, amplifications, paraphrases and summaries and thus become germs of historical synthesis. By providing intratextual links to similar topics, glossators create potential repertories. When they establish analogies or generalizations and supply interpretation, they go beyond the realm of facts and a mere description of antiquities. Thus they weave a fabric of meanings and make a step towards historiography.

Mieczysław Mejor in the analysis Prolegomena „Komentarza” Jana z Dąbrówki do „Kroniki” Wincentego Kadłubka. Uzupełnienie do tekstu [Prolegomena of John of Dąbrówka’s „Commentary” to the „Chronicle” by Vincent Kadłubek] gives a typology of commentary literature and goes into depth of the structure of a scholarly commentary. He discerns an introductory part of it, called prolegomena, explaining methodological premisses which determine the content of the commentary proper. Having compared the prolegomena as they appear in the edition of 2008 with Commentum’s first incomplete printing of 1612 (based on other manuscript), Mejor finds a source of Johns inspiration for the explanatory content of his Commentum.

288
Mikołaj Olszewski in the study Dialektyka cnót jako motor historii. Kilka uwag nad „Komentarzem” Jana z Dąbrówki do „Kroniki” Wincentego Kadłubka [Dialectics of virtues as the engine of history. Some remarks on the „Commentary” of John of Dąbrówka to the „Chronicle” by Vincent Kadłubek] accomplished a reconstruction of basic principles of John’s philosophy of history, bringing out his thoughts on the causes of historical events and the general sense of history. The engine of history, but also the key to understanding its course turn out to be the moral transformations of outstanding actors of history.

Katarzyna Chmielewska in her chapter Gusta poetyckie mistrza Wincentego i mistrza Jana. Wincenty Kadłubek i jego komentator wobec twórczości Horacego, Owidiusza i Wergiliusza [Poetic tastes of master Vincent and master John. Vincent Kadłubek and his commentator as related to the works of Horace, Ovid and Virgil] focuses on the differences between John’s and Vincent’s way to use quotes from three great poets of ancient Rome – Ovid, Horace and Virgil. After comparing quotes and references to the classics in the Chronicle and the Commentum, she analyzes the methods applied by both Polish historians, and the objectives pursued by them.

Dorota Gacka in her contribution Lektury Jana z Dąbrówki w świetle „Komentarza” do „Kroniki polskiej” mistrza Wincentego zwanego Kadłubkiem [Readings of John of Dąbrówka apparent from his „Commentary” to the „Polish Chronicle” by Vincent Kadłubek] gives us two chapters from the Commentum in Polish translation: one predominantly devoted to literary matter (IV, 20) and the second on the subject of historiography (IV, 7); she is analysing their content looking for the sources of the author’s erudition. Further she looks at various places of John’s book, where the parenting guide Disticha Catonis, most popular at medieval schools, is used by John for moral commenting. The final part presents an inventory of the works referred to in the commentary which were identified by its editors in the 2008 volume.

Part three of our book collects a handful of observations on individual scholarly contributions of the commentator, inevitably random and far from complete. We are giving some thought to John’s knowledge of the poetics of the prologue (Witold Wojtowicz), we look at the differences in the image of the legendary Queen Wanda in Vincent and in John (László Tapolcai), we put his work in the area of mythography, other than mythology (Leszek Słupecki), we examine the extent of John’s geographical knowledge (Adam Krawiec), and finally we’re looking at a fancy concept of Slavic ethnogenesis situating their cradle in Pannonia (Ryszard Grzesik).

Witold Wojtowicz in the chapter Jan z Dąbrówki o Prologu „Kroniki” Wincentego [John of Dąbrówka about the Prologue of the „Chronicle” by Vincentius] is comparing reflections of John on the Prologue with recent opinions about it. The learning of the author of the Commentum in Chronicam
289
Polonorum is confronted with late medieval depictions of the poetics of a work’s prologue.

László Tapolcai in the study „Multe enim mulieres precesserunt viros in virtutibus”. Obraz królowej Wandy w „Kronice polskiej” mistrza Wincentego i w „Komentarzu” Jana z Dąbrówki [The image of queen Wanda in the „Chronicle” by Vincentius and in the „Commentary” by John of Dąbrówka] is discussing the reasons for the heroisation of Wanda’s character in John’s Commentary – was this rise in value caused by difference in personalities between the two writers, or did it respond to the changes in social circumstances over the two centuries?

Leszek Słupecki in the chapter Jan z Dąbrówki – polskie dzieje bajeczne i uzupełnienie mitu krakowskiego o kopce Kraka i Wandy [Polish legendary history and John of Dąbrówka’s addition to the Cracow myth with the tumuli of Krak and Wanda] starts with establishing the difference between mythology and mythography. Both share same contents, which differ however in their cognitive status: mythology is something people believe in, mythography not any more, although it gets still interest and reverence as monument of the past. Assessing John’s contribution to Polish mythography, Słupecki shows no esteem for the author of the Commentum. Only one element, important for the history of Cracow’s origins deserves his appreciation. It is the mentioning of the sites of ancient royal burials, absent from earlier chronicles. Going along with the association logic and the coherence of mythography Dąbrówka is identifying the tumuli of Krzemionki and Mogiła as respectively the burial sites of Krak and Wanda. By doing this John wrote the last chapter in their history and connected important legendary figures with real topography of medieval Cracow.

Adam Krawiec in the study Polska, Słowiańszczyzna, świat – problematyka geograficzna w „Komentarzu” Jana z Dąbrówki [Poland, the Slavdom, the world – geographic problems in the „Commentary” by John of Dąbrówka] is firstly assessing the way of reception of Vincentine historic-geographical idea of double ethno- and toponymy, to focus further on disclosing from the Commentum of the vision of Poland, its different inhabitants and neighbours.

Ryszard Grzesik in his contribution Jan z Dąbrówki a panońska koncepcja etnogenezy Słowian [John of Dąbrówka and the pannonian concept of the ethnogenesis of the Slavs] is investigating the sources of this concept, absent from other Polish, Czech and Hungarian chronicles of that time, with one exception of the „Slavic interpolation” in the Chronicle of Greater Poland. A possible source of that idea could have been a passage in an old Russian chronicle containing Great Moravian tradition.

Opublikowano books, conferences, literature, medieval studies, mediewistyka, personal, Poland, research, Uncategorized | Otagowano , , , | 1 komentarz

Nasza najpiękniejsza katedra

Odczytywanie Długosza: Częstochowa, 16- 17 września 2015



Za życia Jana Długosza (1415-1480) Królestwo Polskie dochodziło do szczytu swojej potęgi. Już przystępując do pisania jego łacińskiej historii (1455) bez wielkiej przesady mógł o niej mówić i pisać: Roczniki Sławnego Królestwa Polskiego. Nie musiał przy tym wspierać się legendami z zamierzchłej przeszłości, ponieważ jego czasy rzuciły na ojczyznę wystarczająco dużo blasku. W bitwie grunwaldzkiej zasłużył się jego ojciec, zaś stryj odprawiał msze na polu tamtej bitwy. Sam Jan, w l. 1431-1455 sekretarz kanclerza Zbigniewa Oleśnickiego, był świadkiem sprawowania przezeń faktycznej władzy w państwie, kiedy następca Władysława Jagiełły (†1434), protoplasty rodu Jagiellonów, był nieletni, i zginął młodo pod Warną (1444). Następnie Długosz, już w służbie nowego króla Kazimierza Jagiellończyka (panował 1447-92), pełnił misje dyplomatyczne, z których najważniejszą było przygotowanie aktu pokoju toruńskiego (1466).  Polska odzyskiwała zachodnią część terytorium państwa krzyżackiego (Prusy Królewskie).

Ksiądz kanonik krakowski, jakiś czas kanclerz tamtejszej kapituły, był także dobrze wprowadzony w sprawy Kościoła i jego archiwa. Miał zatem bardzo dobre przygotowanie i warunki do pracy dziejopisarskiej. Równolegle z Rocznikami napisał szereg opracowań źródłowych dotyczących inwentaryzacji dóbr kościelnych i prozopografii (szczegółowe katalogi biskupów kilku diecezji). Gromadził i studiował dokumenty, poszukiwał wiadomości w zbiorach prywatnych i zagranicznych, latami porządkując materiały, które następnie obrabiał narracyjnie. Był naukowo metodyczny i krytyczny wobec źródeł, aczkolwiek przyznawał, że niekiedy opierał się na gołosłownych twierdzeniach lub wręcz domysłach.

W początkowych partiach kroniki, kiedy musi ustosunkować się do braku źródeł pisanych, dzieli się swoim rozczarowaniem do dawnych władców Polski, którzy zaniedbali obowiązku utrwalenia na piśmie swoich czynów. „To wielkie zaniedbanie dziejów trwa u Polaków do dnia dzisiejszego” – dodaje i tłumaczy:

Zwyczaj spisywania roczników nie był i nie jest rzeczą przypadkową ani błahą, ale bardzo użyteczną i potrzebną dla rozwoju ludzkiego, aby mianowicie przyszły wiek i następne pokolenia miały obraz dobrych książąt i bohaterów, chwalebnych obyczajów, czynów i cnót, i by się do owych stosowały, a wiedząc, że źli u Boga i ludzi w nienawiści, unikały mogącej ich ścigać za grobem hańby i przekleństwa. Żadna też cnota bądź to wojenna, bądź domowa nie była nigdy tak wielka i głośna, aby długo trwać mogła w pamięci bez przekazania jej potomnym w formie pisanej, lecz jakikolwiek czyn bohaterski  czy cnota uchodzą za słabe i ułomne, gdyby nie ujawnili ich pisarze, którzy wyznaczają im właściwe miejsce, przydając blasku sprawom pokojowym i wojennym. (PJD s. 67)

Obowiązki i funkcje historyka są zatem wciąż umoralniające, parenetyczne: trzeba przekazywać pozytywne wzory ku zbudowaniu potomnych, o złych zaś także wspominać ku przestrodze, aby wszyscy źli wiedzieli, że nie unikną niesławy.

Znajdziemy u Długosza dosyć kłopotliwych szczegółów z życia dworu królewskiego. Wymagało to odwagi i zdecydowania, aby relacjonować beznamiętnie żenujące skandale, jak nakaz aresztowania siedmiu rycerzy podejrzanych o cudzołóstwo z królową Zofią (1427). Trzech z nich salwowało się ucieczką za granicę.

„Hińcza z Rogowa zaś, który najbardziej był podejrzany o nierząd, usiłował uciec. Schwytany w czasie ucieczki, kiedy popadł w większe podejrzenie, wtrącony głęboko do brudnej wieży w Chęcinach omal nie wyzionął ducha od smrodu w więzieniu.”

Mimo że królowa ówczesnym zwyczajem, uroczystą przysięgą poświadczoną przez sześć niewiast, oczyściła się z zarzutu, wydarzenie to postawiło w wielce niezręcznej sytuacji króla Kazimierza IV, jej syna urodzonego właśnie w owym 1427 roku. Długosz mu lojalnie służył, ale miał z nim chłodne stosunki; widział że po latach ten sam Hińcza należy do najbardziej wpływowych osób w stronnictwie króla. Chwalimy dziś i Kazimierza i Długosza za to, że potrafili współpracować, mimo że się nawzajem nie lubili. Król miał mu za złe niezależność i pełne oddanie Kościołowi. Długosz nie cenił polityki Kazimierza, który go nie we wszystkim słuchał. Spotykali się w kilku istotnych punktach i dokonali chlubnych rzeczy z korzyścią dla państwa. Z pewnością mają obaj wkład w jego okrzepnięcie, a ich postawa pomaga nam zrozumieć co to takiego „racja stanu”.

Inaczej niż dwaj jego wielcy poprzednicy, Gall i Wincenty, Jan Długosz zdążył ukończyć Kronikę opatrując ją posłowiem, a jedynie nie doprowadził do końca redakcji i korekty czystopisu. Po rocznej chorobie, spodziewając się śmierci, która w istocie niebawem nastąpiła, zamyka XII księgę pisząc Epilog i apel do potomnych. Jeszcze raz przedstawia swoje motywy i metodę.

…nie wszystko, co napisałem w tym dziele jest niewzruszone, ale może być podważone, bo jest nietrwałe i nie dość dobrze uzasadnione, ponieważ zostało zaczerpnięte z opowiadań innych ludzi albo z domysłów własnych i cudzych. Wiadomości te były rozrzucone wśród zarośli pełnych kolców, znalezione w cudzych zapiskach i pismach (…) Uznałem je za wiarygodne, ponieważ podawano je za prawdziwe, ale proszę wszystkich, którzy mają większy talent i biegłość w wysłowieniu, aby poprawili me błędy i niezręczności. (…) Przy tak wielkiej bowiem ilości i różnorodności materiałów byłoby rzeczą anielską wszystko do końca wyjaśnić i uzgodnić.

A my nie pisaliśmy jak najczcigodniejsi apostołowie ani Ewangelii, ani listów kanonicznych, ale dla ćwiczenia naszego talentu opisywaliśmy podlegające ciągłym zmianom, nietrwałe sprawy ludzkie. Ryzyko dotyczące prawdziwości tych przekazów przyjmujemy na siebie… (PJD 537)

Skrupulatność, szacunek dla źródeł, doprowadziły go do skromności wymagań wobec prawdy historycznej i do uświadomienia sobie jej stałej zależności od wysiłku badacza. Częścią prawdy jest do niej dochodzenie.

…dzieło to pisałem stale, bez przerwy, nie tylko własnymi palcami, ale i moich kopistów, blisko 25 lat, …dniami i nocami przykładałem się do tego dzieła z największą troską, największą gorliwością i starannością. Zaniedbując inne sprawy ustawicznie pracowałem po nocach dla posuwania naprzód tego dzieła. A ponieważ poznawałem coraz to inną, trzecią, czwartą, piątą i szóstą prawdę, to rzadko w tej książce można znaleźć stronę, której bym, zrozumiawszy mój błąd, nie usunął spośród innych i po sześć i siedem razy nie poprawiał, abym u kogoś za życia lub po śmierci nie budził zgorszenia lub wątpliwości. (PJD s. 537-8).

Otwartość, z jaką nazywa różne wersje zdarzeń „prawdami”, zdumiewa jako postawa na wskroś nowoczesna. Okazuje się, że pracowitość wspomagana uczciwością prowadzą do metody gwarantującej najpewniejsze wyniki.

Samo ukończenie Roczników nie zapewniło im jednak lepszego losu. Nikt nie podjął się druku, kiedy jeszcze trwała władza Jagiellonów. Nie myślał zresztą o tym autor – cieszyłyby go mnożące się odpisy, których było w sumie ok. 120, z czego dotarło do XX w. 7 kompletnych, co jak na tak ogromne dzieło jest wynikiem niezwykłym. Jednak Długosz czym innym byłby rozczarowany. Prosił w swoim apelu o to, by jego dzieło kontynuować. Prosił i błagał…

…wszystkich duchownych, tak zakonników, jak świeckich, a szczególnie czcigodnych i znakomitych mężów: doktorów, profesorów, mistrzów, studentów i skrybów na każdym wydziale naszego chwalebnego Krakowskiego Uniwersytetu, aby oni po mojej śmierci nie szczędząc swych sił męskich kontynuowali te Roczniki i aby nie pozwolili, by one zniszczały i aby je zarzucono.

Już wiemy, że nie zniszczały, gorzej było z kontynuacją. Owszem, młodszy kolega Długosza z kapituły krakowskiej, kantor katedry, chrześcijański humanista Bernard Wapowski (1450? –1535; studiował razem z Kopernikiem od 1493), doprowadził swoją kronikę do roku swojej śmierci; obejmowała ona w zachowanej części okres od 1380; część oryginalną (od 1480 – do r. 1535) wydał Józef Szujski w 1874 r. Wapowski nieco udoskonalił pewne Długoszowe obrazy, złagodził wizerunek Kazimierza i rozsnuwał aspiracje terytorialne Królestwa aż po Morze Czarne. O wiele dalsze od realizacji stało się inne pragnienie Długosza:

…błagam, zaklinam i zaprzysięgam doktorów, mistrzów, profesorów i członków kolegium uniwersyteckiego, aby wydzieliwszy jedną z lepszych kolegiaturę, przydzielili jej osobnego mistrza biegłego w naukach humanistycznych. Ten, zwolniony od wszelkich prac, trudów i zajęć niech się zajmuje wyłącznie Rocznikami, niech o nich myśli, niech je kocha, bawi się nimi, niech się nimi gorliwie zajmuje, niech o nich rozmawia we dnie i w nocy, z sobą i z innymi, niech dba o pożytek, korzyść i chwałę Ojczyzny.

Młody Długosz w krótkich czasach studenckich w Krakowie mógł się otrzeć o akademicką lekturę Kroniki Wincentego. Nic dziwnego, że zapragnął, aby jego dzieło spotkał podobny zaszczyt. Skromność przeszkodziła temu hojnemu fundatorowi burs i kolegiów akademickich, aby samemu założyć katedrę poświęconą badaniu historii Polski w oparciu o Roczniki.

Kiedy wreszcie po 130 latach znajduje się entuzjasta (J.S. Herburt), który rozpoczyna edycję Roczników własnym nakładem (1614, Dobromil), na życzenie Wazów ich druk wstrzymano. Nie w smak było dworowi publikowanie dzieła, którego głównym bohaterem była inna rodzina.

Ze swoją prostą annalistyczną strukturą Długoszowa Historia Polski niczym dzieło architektury gotyckiej ujawnia swój plan, nie maskuje materiału wypełniającego konstrukcję, mieści wszystkie racje swojego istnienia, ma groby, popiersia, podolepiane tabliczki, wywieszone wota i chorągwie. Słychać w niej przykłady, pieśni i kazania o sprawach najważniejszych. Wzbudza tym wszystkim zadumę, zaufanie i podziw. Budowana dziesiątki lat, jest z nami od dawna, otwiera i zamyka wielką przestrzeń. Może jest więc naszą najpiękniejszą katedrą?

(Skrót rozdziału mojej książki  Średniowiecze. Korzenie)

 Program konferencji Odczytania Długosza

Odczytania Długosza

Częstochowa, 16- 17 września 2015

 

16 września

15.00 – uroczyste otwarcie konferencji: wystąpienia JM Rektora AJD dra hab. inż. prof. AJD, Zygmunta Bąka oraz Prezydenta m. Częstochowa Krzysztofa Matyjszczyka.

15.30 – panel dyskusyjny z udziałem prof. Franciszka Ziejki, prof. Jana Malickiego, prof. Andrzeja Dąbrówki, prof. Marii Węchowej i dra hab. prof. UŚ Zbigniewa Kadłubka.

17.30 – rozstrzygnięcie konkursu literackiego „Gry wyobraźni”.

18.00 – koncert Jasnogórskiego Kwartetu Wokalnego „Cantus”.

 

17 września

  1. 00 – 11.30 – I panel

mgr Jan Petrásek, Slezská Univerzita v Opavě, Strategia narracji Annales Jana Długosza wobec czeskiej historii i jej (dys)kontynuacja w dziejopisarstwie polskiego renesansu;

 

dr Katarzyna Janus, Akademia im. Jana Długosza w Częstochowie,  „Hocus pocus”. Miracula w pierwszych księgach Długoszowych Roczników. Funkcja przekazu. 

dr Edyta Skoczylas-Krotla, Akademia im. Jana Długosza w Częstochowie, Rok 1410 według Jana Długosza – leksyka tekstów dziejopisarza

dr Katarzyna Chmielewska, Akademia im. Jana Długosza w Częstochowie, Łzy spiżowych posągów w pałacu Popiela. Jan Długosz o Pompiliuszach polskich;

mgr Marcin Kiełbus, Uniwersytet Śląski w Katowicach, Faktografia a dydaktyka: „balneum” i „sordes” w „Rocznikach” Jana Długosza.

12.00 – 14.00 – II panel

mgr Elżbieta Hak, Akademia im. Jana Długosza w Częstochowie, Kronika Długosza jako źródło inspiracji estetycznej;

dr hab. Adam Regiewicz, prof. AJD, Akademia im. Jana Długosza w Częstochowie, Co słychać u Długosza? Audioantropologiczne badanie odgłosów „Roczników” Jana Długosza;

 

dr Anna Musialik, Uniwersytet Śląski w Katowicach, Biblioteka Śląska w Katowicach, Śmierć i żałoba w Rocznikach Jana Długosza.

dr Barbara Kowalska, AJD, Akademia im. Jana Długosza w Częstochowie, Jan Długosz w świetle liczb

14.00-15.00 – przerwa obiadowa

15.00 – 17.00 – III panel

mgr Piotr Kołpak, Uniwersytet Jagielloński, Czy Jan Długosz słuchał kazań Jana Kapistrana na krakowskim Rynku?  Osobiste doświadczenie jako źródło kreowania pamięci historycznej;

dr Marta Kasprowska-Jarczyk, Uniwersytet Śląski w Katowicach, Recepcja dzieł Jana Długosza w Gentis Silesiae annales Joachima Cereusa;

mgr Maciej Gaździcki, Uniwersytet Jagielloński, Kraszewski jako czytelnik dzieła Długosza, Długosz jako bohater dzieła Kraszewskiego. „Roczniki” i „Dzieje Polski”;

 

mgr Ewa Stolarczyk, Akademia im. Jana Długosza w Częstochowie, Jan Długosz w czasopiśmie „Dzwonek Częstochowski”.

 

17.00 – wystąpienie zamykające konferencji
dr hab. Robert K. Zawadzki, prof. AJD, Akademia im. Jana Długosza w Częstochowie, Droga do wielkości historiografa, czyli znakomite fakty żywota Jana Długosza. Część pierwsza: dzieciństwo i młodość (na podstawie Vita Ioannis Dlugosch Senioris canonici Cracoviensis).

Opublikowano conferences, literature, medieval studies, mediewistyka, personal, Poland, research | Dodaj komentarz

Przodkowie

Kiedy moja praprababka Salomea Dąbrówczyna owdowiała w 1839 roku, pozostawiona przez Wawrzyńca, zmarłego w wieku 40 lat, po roku wyszła za jego kuzyna Macieja, też Dąbrówkę.

Wychodząc za innego Dąbrówkę Salomea nie musiała zmieniać nazwiska po mężu, czym wyrównała dziwną rozmaitość swoich nazwisk panieńskich, jaką przekazują akta parafii Rozniszew. Salomea najczęściej figuruje w nich jako Kuciakówna, raz czy dwa jako Gudziakówna, oprócz tego jako Kujawianka, Kurowianka, Kwiatkowska. Doliczyłem się, że z Wawrzyńcem miała dziesięcioro dzieci, pięciu synów i pięć córek, zaczynając od Wojciecha (ur. w 1823 w Winiarach) a kończąc na Emilii w 1839. Jako szósty urodził się Michał (1834-1896) – mój pradziadek. Zaraz po nim były bliźnięta, też sprawiedliwie podzielone: Wincenty i Józefa. Nowemu mężowi, który dzięki małżeństwu awansował z wyrobnika-sieroty na gospodarza w Zakrzewie, urodziła w 10 miesięcy po ślubie syna Tomasza (1841). Ich dalszych potomków nie szukałem, bo to już nie moja linia. Dużo więcej ich nie było ze względu na wiek Salomei, nawet przy tak żywotnej kobiecie, która według metryk pierwsze dziecko urodziła mając lat dwadzieścia, a rodząc ostatnie po 18 latach liczy sobie „swego wieku” lat trzydzieści. Kiedy umiera 9 kwietnia 1860 roku jako nie kto inny, tylko córka Kazimierza Kuciaka i Katarzyny z Rączków [Runczka] czar wiecznej młodości jednak pryska i Salomea ma regularne 60 lat. Umiera „na Wymysłowie (…) zostawiwszy dzieci: Józefa, Mariannę, Pawła, Józefę i Anielę w Wymysłowie mieszkające”. Rozumiem to tak, że są to nieżonaci synowie i nie wydane za mąż córki. Być może Józef jest drugim synem Macieja. Ten zaś drugi Dąbrówka w małżeńskim życiu Salomei zmarł wcześniej, mimo że był od niej o 10 lat młodszy. Wymysłów to przysiółek Zakrzewia bliżej Warki, nad Pilicą, na wysokości pałacu Pułaskich.

Prapradziadek Wawrzyniec zmarły 6 grudnia 1839 roku miał według aktu lat 40, ale z innych aktów wynika, że mogło to być również lat 47, kiedy bowiem 19.03.1832 rodził im się syn Paweł, Wawrzyniec ma „lat Czterdzieści”, a wiek Salomei wtedy zatrzymuje się na magicznej liczbie 30. Skoro Wawrzyniec był gospodarzem w Zakrzewie jak jego ojciec Grzegorz, a syn Wawrzyńca Michał, mój pradziadek, już nie jest gospodarzem, ale wyrobnikiem (i takim pozostaje aż do śmierci w 1896 roku na folwarku Anielin-Kępa, z tego wynika, że część gospodarstwa Wawrzyńca otrzymał któryś z braci (pierworodny Wojciech?), a resztę odziedziczyła żona Salomea, z czego zapewne wyposażyła kilka córek. Wraz ze śmiercią Salomei kończy się zakrzewski odcinek w mojej genealogii. Nie wiem, jak długo trwał, bo  do tej pory odszukałem tylko pokolenie rodziców Wawrzyńca, którymi byli Grzegorz Dąbrówka (1767?-po 1839) i Zofia Król (1777?-1830.12.06). Najstarszym aktem stanu cywilnego, w którym występuje Grzegorz, jest metryka urodzenia jego córki z 30 maja 1817, której nadał imię żony – Zofia, podając wtedy, że ma lat 50, a żona 40. Nie wiem, kiedy umarł praprapradziadek Grzegorz, nie ma go w aktach Rozniszewa po roku 1839, tak jakby opuścił Zakrzew po śmierci syna Wawrzyńca. Nie znajduję go jednak w aktach parafii Grabów n/Pilicą, gdzie mając lat 58 wraz z mieszkającym tam bratem Jakubem (l. 60) pochował swoją matkę Łucję, która zmarła w Cychrowskiej Woli 15 listopada 1820 roku mając „lat ośmdziesiąt”. Musiała więc ta moja pra4x-babka Łucja urodzić się w roku 1740. Grzegorz nie pokazał się też w aktach Warki, które parę lat temu przebadała moja Żona (jak akta Grabowa, tam odnalazła Łucję, choć wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, kto to zacz).

Kiedy Michał syn Wawrzyńca i Salomei żeni się z Marianną Lipińską, mieszka w Warce, a pracuje jako wyrobnik w Winiarach. W Warce ochrzci syna Franciszka – urodzonego tam 16 lipca 1876 roku mojego dziadka. „Rodzicami Jego Chrzesnemi byli Stanisław Boniecki i Klara Kotlińska”.

Franciszek jako 24-letni kawaler żeni się z siedemnastoletnią Józefą Rokicianką, córką Jana Rokity i Ludwiki Witczak z Anielina. Dom tych Rokitów stoi w Rozniszewie na północno-zachodnim rogu ulicy wpadającej od strony Warki do drogi  prowadzącej do kościoła. Ślub odbywa się 19 listopada roku 1900 w Rozniszewie.

Od tej pory Dąbrówkowie z mojej linii migrują ku Wiśle – do sąsiedniej parafii Mniszew – już tam urodzą się moi rodzice: Aleksander Dąbrówka i Stanisława Nyrek, i wszystkich pięciu synów. Moi dziadkowie kupują przed wojną jakieś grunty w Rękowicach i na Kępie Gruszczyńskiej. Po wojnie ojciec z matką otrzymują z reformy rolnej kilka działek i pastwisko nad Wisłą. Stała na nim tablica informująca, że Wisła mija 451 kilometr swojej długości.

***

Impuls do przeszukania akt rozniszewskich dało mi udostępnienie przez Archiwum Państwowe w Radomiu skanów ksiąg stanu cywilnego parafii Rozniszew i bazy danych stworzonej przez Polskie Towarzystwo Genealogiczne (geneteka.pl), o czym zawiadomił mnie Mariusz Kazańczuk, dokonawszy odkryć we własnej rodzinnej przeszłości.

Po ostatnim szperaniu  tak się rysuje lista moich przodków po linii ojcowskiej, sięgając do roku 1740:

Aleksander Dąbrówka (1913-1968) -X- Stanisława Nyrek (1910-2000)
|
Franciszek Dąbrówka (16.07.1876-15.12.1939) X Józefa Rokita (1882-3.12.1943) X 19.11.1900, c. Jana i Ludwiki Witczak, świadkowie Tomasz Dąbrówka l.43 i Franciszek Smoleński l 36
|
Michał Dąbrówka (7.09.1834-26.02.1896) X Marianna Lipińska (???)
|
Wawrzyniec Dąbrówka (1792?-6.12.1839) X Salomea Kuciak (1802?-1860)
|
Grzegorz Dąbrówka (1762?-po 1839) X Zofia Król (1777?-6.12.1830)

|

NN (?) X Łucja (1740?-15.11.1820)

1820-11-15DabrowkaLucja-wp

Akt zgonu Łucji Dąbrówczyny (kliknąć dla powiększenia).

***

Dalszych poszukiwań muszę dokonywać w archiwach kościelnych, gdyż akta stanu cywilnego kończą się, a właściwie zaczynają w roku 1810.

Opublikowano personal, Poland | Otagowano , , | Dodaj komentarz