Opowiadania, którymiśmy byli…

{przedmowa do Baśni niderlandzkich}

Verhalen die wij zijn geweest

Gerrit Achterberg

Czy bajka nie jest przeżytkiem w naszych czasach, kiedy tyle motywów bajkowych stało się rzeczywistością? Młody bohater może wszak swoją niezwyciężoną bronią zabić największe zwierzę, ten i ów ma strzelby niechybiające, każdy z nas może zasnąć od ukłucia pewnej igły, a gdy się szczęśliwie obudzi, może przez szkło widzieć, co się dzieje za każdą ścianą albo na drugim końcu świata. Możemy otwierać głosem drzwi, latać w powietrzu i to z większą wygodą niż ci, co sobie wyobrażali loty na dywanach albo dosiadanych orłach. Człowiek był na Księżycu i raz po raz odwiedza „firmament” i jeszcze wiele nadludzkich niegdyś zadań mieści się dziś w możliwościach człowieka – czy są mu potrzebne do czegoś stare bajki?

Byłoby łatwizną odpowiedzieć, że jednak człowiek wciąż bywa głodny, niesprawiedliwie pozbawiany wolności i mienia, porywany, że wciąż mu mało skarbów i niezmiennie fascynują go zamki, nie mówiąc o księżniczkach i księciach, że nie wyhodował jabłek zdrowia ani nie znalazł wody życia, że częściej niżby sobie tego życzył, zdarzają mu się słabi ojcowie, zdradzieccy towarzysze i – nie bójmy się tego słowa – teściowe intrygantki…

Byłoby łatwizną, choć te czynniki odgrywały pewną rolę w genezie bajki. Nie powstała ona jednak tylko z powodu czegoś, jako reakcja, ale także, może głównie – po coś.

Jako pierwszy cel nasuwa się magiczne wpływanie na rzeczywistość: wiara w czary leży u źródeł bajki i u niektórych ludów pewne opowieści w związku z ich magicznym znaczeniem wolno było opowiadać tylko w określonej potrzebie. Przypomina to zaklęcia, które często narracyjnie przywołują niegdysiejszy przypadek skutecznego wypowiedzenia formuły („zamawianie”). Jednakże w europejskiej bajce czary mają całkiem inną funkcję niż w zaklęciu, podaniu czy wierzeniu: są mianowicie, podobnie jak większość elementów bajki, umowne, bardziej wysublimowane (Max Lüthi). Wyższy stopień abstrakcji, metaforyczność, zapewnia bowiem łatwą i wszechstronną łączliwość motywów, umożliwia poetycką współobecność rzeczy realnie niemożliwych do pogodzenia. Oprócz tego względu artystycznego, który wzmacnia funkcję wychowawczą bajki (o czym niżej), ważną rolę w jej funkcjonowaniu odgrywają względy kulturowe. Jest ona gatunkiem literatury ustnej, a więc służy przekazywaniu wartości cenionych w społeczeństwie z pokolenia na pokolenia. Zasób tych wartości jest zmienny, jedne są bardzo trwałe, inne przestają być cenione. Ponieważ jednak rozwój społeczeństw nie jest linearny, po przerwach powodowanych wojnami trzeba było odtwarzać poprzednią wiedzę. To tłumaczy, dlaczego mechanizm ustnego przekazu jest obliczony na ciągłość, nie na innowację, jest w tym sensie konserwatywny, że dłużej przechowuje wartości, które już „wyszły z mody”. Należą tu także zasoby wiedzy ludowej, wierzeń, które nie znikają pod wpływem wyparcia przez nowe formy wiedzy i zwyczaje, ale trwają pewien czas w formie czasem nawet niezrozumiałej jako przesądy czy zabawy; kiedy już nikt nie pamięta ich funkcji, mogą jeszcze wiekami trwać w folklorze dziecięcym, tak obfitującym w zagadkowe zjawiska (Piet J. Meertens).

Jeśli w bajce magicznej jest coś magicznego, to raczej nie w motywach nadludzkiej siły, cudownych umiejętności czy artefaktów i wszelkich nadprzyrodzonych tematach, ale raczej w jej życzeniowej, inkantacyjnej strukturze: w niezmordowanym powtarzaniu wzoru i modelowaniu pożądanego, tj. zakończonego sukcesem, biegu wypadków. Nie warto się zastanawiać, ile w trwaniu takiej struktury jest wiary w jej oddziaływanie, a ile inercji formy artystycznej. Przez tysiące lat opowieść musiała być zasadniczą formą przekazu kultury, to jest tego, co decydowało o odrębności człowieka od świata zwierzęcego i o budowaniu ludzkiego porządku – przezwyciężanie popędowości, wyuczanie się norm i zachowań ludzkich, jak pomoc, wdzięczność, składanie i dotrzymywanie obietnic („Zwierzę, które może obiecywać” – tak definiował człowieka Fryderyk Nietzsche), zabijanie tylko tych, którzy zagrażają, niejedzenie ludzkiego mięsa (ludojady i zjadarki w bajkach są potworami). Sięgająca nie wiadomo jak dawno tradycja ustna tej kształtującej się ludzkiej świadomości pokazuje ją może jako niesamodzielną, nieufną wobec inności i nowości, nawet barbarzyńską, ale jest w niej ciągłość tego samoorganizowania się i definiowania gatunku ludzkiego – już to w ramach, już to pomimo ustrojów gospodarczych, religii, cywilizacji, państw.

Bohaterem baśni magicznej jest zatem – jak to lapidarnie ujął Max Lüthi – człowiek, w baśni zaś chodzi po pierwsze o przedstawienie istotnych procesów życiowych: rozwoju i dojrzewania, a po drugie o pokazanie form walki człowieka o swoje miejsce w danym porządku, form, które są stosunkowo trwałe i jako cenne doświadczenie są przekazywane przez stulecia (August Nitschke). Stąd wynika dwoistość tematyczna baśni jako gatunku. Z jednej strony jej tematem są wewnętrzne ludzkie konflikty i przemiany, a z drugiej pokonywanie przeciwieństw zewnętrznych. Umownym obrazem jednych i drugich bywa stan zaklęcia, nadprzyrodzony przeciwnik, nadludzkie zadanie.

Trzy zabiegi artystyczne umożliwiają uporanie się z tymi nietuzinkowymi tematami: 1o bohaterowie baśni nie są charakterami, ale funkcjami w strukturze (Władimir Propp); 2o przemiany wewnętrzne nie są nazywane explicite i nie rozgrywają się w psychice bohaterów, ale na zewnątrz (Lüthi); 3o czas, jaki potrzebny jest na dokonanie przemiany oznaczającej wewnętrzny rozwój bohaterów, zapełniają doświadczenia zdobywane przez nich w trakcie wędrówki; do domu wracają odmienieni. Dzieci, które pozostawione w lesie nie mogły za nic trafić do domu, po przechytrzeniu jędzy lub ludojada nie mają jakoś z tym kłopotu (Helmut Brackert).

Proces nabywania doświadczenia bajka demonstruje najczęściej powtarzając tę samą sytuację kilka razy: najpierw z niepowodzeniem, wreszcie z sukcesem. W tym celu albo stawia bohatera trzykroć w tej samej sytuacji, albo daje mu braci lub siostry, na których dokonuje pokazu klęski. Najmłodszy brat, który w bajkach jest najgłupszy, co na ogół nie jest poparte żadnym dowodem i czego wcale nie potwierdza jego zachowanie, jest po prostu Młodym Człowiekiem przed zdobyciem doświadczenia, wtajemniczenia, a Głupkiem bajka go nazywa, bo w ten sposób podnosi wartość swojej nauki.

To, jak sobie bohater poczyna z innymi postaciami bajki, ma oczywiście nie tylko znaczenie obiektywnego korelatywu jego stanów i przemian wewnętrznych, ale mówi o zdobywaniu przezeń własnego miejsca. W zależności od tego, jak dalece czynną funkcję w rozwoju akcji spełnia bohater, Nitschke wyróżnił trzy historyczno-terytorialne typy baśni, które charakteryzują się kolejno: 1o autodynamiką – bohater jest motorem akcji; 2o heterodynamiką – bohater zmienia swoje miejsce w zależności od spotkanych postaci, one decydują o jego położeniu; 3o dynamiką transformacyjną – bohater zdobywa swoje miejsce przekształcając się w zwierzęta, rośliny itp.

Poprzez te trzy perspektywy bohatera bajka otwiera określony horyzont oczekiwań u odbiorcy. W bajce europejskiej, którą cechuje autodynamika, bohater udowadnia, że oto coś od niego zależy, i ów horyzont jest optymistyczny. Dla porównania: u Indian wielkie szczęście spotyka bohatera w środku akcji, po czym zanika. U Murzynów pod koniec baśni bohatera spotyka marny los. W bajce europejskiej jest on raczej zastrzeżony dla przeciwnika: bezlitosne usunięcie go jest tym sposobem traktowania oponenta, jaki wynika z autodynamiki. W innych typach bohaterom wystarcza podporządkowanie sobie przeciwnika lub unieszkodliwienie go, np. przez ośmieszenie.

Jeśli nawet ta typologia nie wyznacza bezspornie i dokładnie podziału świata na trzy prowincje baśniowe – bajka europejska zna bowiem również ośmieszenie i przechytrzenie przeciwnika jako wystarczającą karę (zwłaszcza w bajkach zwierzęcych, nowelistycznych i anegdotach – te gatunki nie wchodzą do niniejszego wyboru), eksterminację stosuje się głównie w bajce magicznej – to i tak jest to pożyteczna teoria.

Na podstawie oceny zachowań bohaterów bajki Nitschke stara się wydedukować epokę, w której dana bajka się ukształtowała. Dla przykładu wątki poszukiwania złotego ptaka i wody życia (AT[1] 550 i 551, nasze nry 71 i 72) datuje on na epokę praindoeuropejską! Taką opinię co do pochodzenia i wieku bajek nie wszyscy jednak przyjmują. Nauczeni smutnym przypadkiem Jakuba Grimma, który z gromadzonych przez siebie bajek i podań niemieckich usiłował za wszelką cenę a bezskutecznie uskładać mity Germanów na podobieństwo greckich, jesteśmy sceptyczni wobec podobnych przedsięwzięć. Nie znaczy to, że nie istniała mitologia germańska, ani przeciwnie, że bajki ludowe to tylko pamięć o księgach, które niegdyś zbłądziły pod strzechy (Andreas Wesselski). Co prawda wiele motywów znanych z tradycji ustnej daje się odnaleźć w starych drukach i średniowiecznych podręcznikach szkolnych, w których bajka zwierzęca jest formą ulubioną, zawsze pozostaje trudna do rozstrzygnięcia kwestia, czy dane źródło pisane z pewnością niczego nie zawdzięcza ówczesnej tradycji ustnej.

Kiedy tekst „najstarszej znanej bajki” – egipskiej baśni o dwu braciach z XIII w. przed Chr. – odczytano z hieroglifów w poł. XIX w., ze zdziwieniem stwierdzono motywy znane w folklorze: zdradziecka żona, magiczna ucieczka, zwierzęta pomocniki, dusza zewnętrzna, zmiana człowieka w zwierzę albo drzewo, zastępczy znak cudzego życia (jak w magii sympatycznej) itp. Co więcej, cała bajka znana jest w folklorze jako typ AT 318 Niewierna żona (por. też pokrewne typy AT 590, nasz nr 91, i AT 576 C*, nasz nr 88; PBL T 568; najwięcej wariantów nadbałtyckich).

Motywy bajkowe znajdują się w Gilgameszu (ziele życia), w Biblii (krople krwi donoszące o zabiciu Abla, por. ślina mówiąca w AT 313 A, nasz nr 14). Niezliczonych motywów dostarczyła mitologia grecka, z prototypem zabójcy potwora. Wszystko to, oraz całe rozdziały o bajce hinduskiej, hebrajskiej i arabskiej oraz o literaturach nowożytnych znajdzie Czytelnik omówione w IV tomie Uwag do Baśni Braci Grimm dwu wybitnych znawców literatury ludowej: Johannesa Boltego i Jřiego Polivki; tamże odnotowano również bite dwie setki wzmianek źródłowych o zjawisku opowiadania bajek (najstarsza o zjadarce Lamii u Arystofanesa, 442 prz. Chr.).

Dopiero w epoce nowożytnej pojawiają się bajki europejskie zapisane jako takie, aczkolwiek nie podług dzisiejszych wymogów. W Dekameronie Boccaccia połowa opowieści pochodzi z tradycji ustnej. W Uciesznych nocach Straparoli z 1550 r. prawie wszystkie, tj. bez mała 70, z czego tylko 21, jak wyliczyli Bolte i Polivka, nie jest obsceniczna. Pierwszym zbieraczem bajek w Europie był Giambattista Basile (1575-1632), który w swoim Pentameronie (1634-1636) dał zbiór 50 bajek zaczerpniętych z tradycji ustnej, zapisawszy je w dialekcie neapolitańskim; przekład na język ogólnowłoski ukazał się w 1754, a na francuski w 1777 r. (BP IV 184). Reprezentowanych jest w nim wiele najpopularniejszych typów bajkowych, które występują w folklorze innych zakątków Europy.

Najbardziej znanym francuskim zbiorem baśni ludowych, zawierającym jedynie 12 tekstów (w 1. wyd. osiem), są Historie albo bajki z dawnych czasów Charlesa Perraulta (1628-1703), które pociągnęły za sobą dziesiątki naśladownictw, w tym również sięgających do folkloru.

Pod koniec XVIII w. pod wpływem Johanna G. Herdera pojawiły się w Niemczech pierwsze wierne zapisy bajek ludowych, ale prawdziwy przełom przyniosły dopiero Baśnie Braci Grimm (Kinder- und Hausmärchen, 1812), których nie ma potrzeby tu omawiać, gdyż dostępne są w rozlicznych edycjach, zajmując nieproporcjonalnie dużo miejsca z krzywdą dla innych kultur narodowych. Wydanie LSW z roku 1982 zawiera obszerne posłowie Heleny Kapełuś (†1999), znawczyni zagadnień folkloru, która prezentuje okoliczności powstania dzieła Jakuba i Wilhelma Grimmów, jego charakter i recepcję w świecie, szkicując przy okazji polską scenę.

W Niderlandach początki ludoznawstwa wiążą się z nauką niemiecką. Pierwszym organizatorem zbierania folkloru niderlandzkiego był Niemiec Johann Wilhelm Wolf (1817-1855), idący śladem takich swoich ziomków-badaczy dawnej literatury niderlandzkiej jak F.J. Mone, A.W. Hoffmann von Fallersleben, oraz samego Jakuba Grimma (zob. komentarz do nru 119). Owocem pobytu Wolfa w Belgii w l. 1840-1847 były dwie wydane po niemiecku książki: Podania niderlandzkie (1843), w większości ze źródeł pisanych, oraz Baśnie i podania niemieckie (1845), w których wszystkie bajki oraz znaczna część podań zebrane były we Flandrii, przy współpracy współredaktorów pisma „Wodana”. Jego jedyny rocznik 1843 przyniósł m.in. niderlandzkojęzyczne pierwodruki niektórych baśni wschodnioflamandzkich.

Najwybitniejszym po Wolfie zbieraczem folkloru Flandrii był ks. Amaat Joos (1855-1837), ponadto leksykograf. Jego czterotomowe Opowieści ludu flamandzkiego zawierają szereg wariantów unikalnych (zob. nry 11, 39, 40, 88). Joos zanotował chyba najdłuższą bajkę świata, która wypełnia cały 4. tom (1. wyd.).

W osobie Edmonda de Coussemakera (1805-1876) zyskał sobie pierwszego badacza folklor niderlandzki Flandrii Francuskiej (pn.-zach. zakątek Francji wokół Dunkierki). W wydawanych od 1853 r. „Rocznikach” publikował on również teksty bajek, on też dostarczył próbki dialektów Johannesowi M. Firmenichowi. Później na tym terytorium działał ks. Gustaaf E. Lamerant (1863-1953), który jako pierwszy wiernie, aczkolwiek nie w gwarze, zapisał cały repertuar jednego bajarza. Etnografia współczesna (po r. 1930) postawiła w centrum zainteresowania osobę i repertuar narratora i nakazuje zapisywać nie to, co akurat interesuje badacza, ale wszystko, czego się nauczył w celu przekazania opowiadacz.

Pierwszy wzór baśni wiernie zapisanych i opublikowanych w gwarze opracował Adolf Lootens (1833-1902). Jednym z ważniejszych pionierów etnografii był wielki poeta flamandzki Guido Gezelle (1830-1899), który w 1865 r. zainicjował wydawanie tygodnika ludoznawczego „Rond den Heerd” (Przy kominie). Z innych zbieraczy z terytorium Flandrii Zachodniej, skąd pochodzi kilka nie spotykanych w świecie wariantów baśniowych (zob. nry 78, 110, 117), wymienić trzeba Antona J. Witterycka (1865-1934) i Alfonsa Vermasta (1858-1909).

Obok szeregu pomniejszych, na ogół regionalnych, wymienienia wymagają dwa ogólnoflamandzkie zbiory: Opowieści cudowne z Flandrii (1896), zebrane pospołu przez „pierwszego folklorystę flamandzkiego” Paula de Monta (1857-1931) i Alfonsa de Cocka (1850-1921), wybitnego badacza i autora licznych rozpraw o wierzeniach, zwyczajach, medycynie ludowej i zabawach dzieci, oraz o różnych formach literatury ludowej. Najobszerniejszym zbiorem bajek flamandzkich jest czterotomowy Skarbiec opowieści flamandzkich Victora de Meyere (1873-1938), literata, folklorysty, znawcy sztuki ludowej. Jego zbiór prawie całkiem spełnia wymogi naukowości, ponieważ odnotowuje dane o informatorach, ich pochodzeniu i środowisku. Autor był wieloletnim redaktorem czołowego pisma etnograficznego Niderlandów „Volkskunde” (zał. 1888 przez De Monta i Augusta Gittee) obecnie jest ono organem etnografów flamandzkich, Holendrzy wydają od 1975 r. własny „Volkskundig Bulletin”.

Żmudnego dzieła skatalogowania flamandzkich wariantów bajkowych dokonał Maurits de Meyer (1895-1970), którego opinie na temat porównania typów bajkowych z pogranicza romańsko-germańskiego przytaczane są w Komentarzach. Główne archiwum ustnego folkloru flamandzkiego prowadzone przez seminarium etnograficzne Katolickiego Uniwersytetu w Lowanium obejmuje jedynie podania miejscowe; w toku jest opracowywanie internetowej bazy danych, która udostępni całe archiwum w formie przeszukiwalnego zasobu pod nazwą Vlaamse Volksverhalenbank (www.volksverhalenbank.be/).

Fryzja była w XIX w. prawie całkiem zniderlandyzowana i sytuacja przypominała flamandzką: pierwszy zbiór opowieści ludowych braci Halbertsma (1822) powstał z pobudek narodowych, dla ratowania języka. Pierwszą kolekcję naukową ogłosił w języku niderlandzkim Waling Dykstra (1821-1914) pt. Z życia ludowego Fryzji (zob. Źródła). Pokaźny zestaw podań zgromadził Sytse J. van der Molen (1912-1995). W ciągu ćwierćwiecza (do 1977) ok. 15 tysięcy opowieści zebrał Adam A. Jaarsma (1914-1991). W latach 1971-1981 pisarz fryzyjski Ype Poortinga (1910-1985) nakładem Akademii Fryzyjskiej nagrał na taśmę kilka tysięcy opowieści, w tym sporo baśni magicznych, odkrywając przy tym dwu narratorów o fenomenalnych repertuarach sięgających tysiąca tematów. Niektóre z nich opublikował, dokumentując metodę i ściśle informując o źródłach przekazu, zaś genealogię najważniejszych narratorów wywodzi na szereg pokoleń wstecz. Jego zbiory sklasyfikował i uwzględnił w swoim katalogu fryzyjskiej literatury popularnej i tradycji ustnej Jurrien van der Kooi.

W Holandii, jak zauważył Ton [A.J.] Dekker (1978) zainteresowania kulturą ludową jako domniemaną nosicielką „duszy narodu” nie miało tego impetu, jaki napędzał romantyków niemieckich, niezadowolonych z położenia narodu, pozbawionego jednolitego państwa. Niderlandzkojęzyczni Flamandowie – dialekty flamandzkie należą wspólnie z holenderskimi do obszaru języka niderlandzkiego – wieki spędzili pod obcym panowaniem i nawet w niepodległej od 1830 roku Belgii przez sto lat byli systematycznie wynaradawiani. Rząd tego kraju, w którym stanowili większość, dopiero w 1932 r. pozwolił na otwarcie uniwersytetu z wykładowym językiem niderlandzkim (Gandawa), leżące na flamandzkim (ściśle: brabanckim) terytorium językowym Lowanium (Louvain) doczekało się tego dopiero ok. 1970 r. Pielęgnowanie i badanie folkloru było w XIX w. dla Flamandów sprawą narodową. Nic podobnego nie miało miejsca w Holandii, która przeszła właśnie epokę wielkiej świetności gospodarczej i kulturalnej. Toteż pierwsze zapisy opowieści ludowych (1843) powstały tu z całkiem odwrotnym zamiarem niż gdzie indziej: zwalczania „przesądów i ciemnoty” – Marten D. Teenstra (1795-1864) i Otto G. Heldring (1804-1876). Skromną liczbę podań zebrał na miejscu w 1840 r., a i to dzięki pomocy Fryzyjczyków, nie Holendrów, Johannes W. Wolf, ale wnet zniechęcony wyjechał do Belgii. A wskórał i tak więcej niż Jakub Grimm, który trzykrotnie w różnych latach ogłaszał – bez najmniejszego odzewu, nie licząc ironii – apele do uczonych holenderskich o zbieranie żywego folkloru w terenie. Dlatego przykłady niderlandzkich wierzeń w Podaniach niemieckich Grimma są tak nieliczne.

Pierwszy holenderski zbiór opowieści ludowych z terenu Limburgii wydał w 1875 r. Henri Welters (1839-1887), z pobudek regionalistycznych, nie narodowych, i bez ambicji naukowych.

Pierwszym profesjonalnym zbieraczem był Gerrit J. Boekenoogen (1868-1930), który dzięki sieci kilkuset korespondentów w całej Holandii zgromadził wielką liczbę danych, częściowo tylko opublikowanych. Reszta spoczywa w archiwach Biura Etnograficznego Niderlandzkiej Akademii Nauk. Ono z kolei jest inicjatorem systematycznego gromadzenia danych o tradycji ustnej dla potrzeb atlasu etnograficznego Holandii i zgromadziło od 1962 r. kilkadziesiąt tysięcy opowieści. Naczelną zasadą było tu notowanie całego repertuaru danego narratora.

Katalog holenderskich wariantów bajkowych i podaniowych, jaki sporządził w 1943 r. Jacques R.W. Sinninghe (1904-1988) jest już nieaktualny. Autor sam wydał szereg zbiorów opowieści ludowych dla poszczególnych prowincji Holandii. Zarówno jego katalog jak i zbiory zostały wykorzystane do klasyfikacji zasobów ludowych opowieści z archiwów Akademii Nauk (bajki, podania i pieśni), przeprowadzonej w ostatnich latach; od 1994 r. sukcesywnie udostępnia się je w Internecie pod nazwą Nederlandse Volksverhalenbank (http://www.verhalenbank.nl/). Jest to  przeszukiwalna baza danych zawierająca w połowie 2007 r. ponad 36 000 tekstów gwarowych wraz ze streszczeniami w języku literackim, danymi klasyfikacyjnymi, kluczowymi słowami i źródłami wariantów.

 

Na ironię losu zakrawa to, że kiedy Jakub Grimm próbował poruszyć do badań polowych holenderskich kolegów, rozbawionych pomysłem, że profesor Grimm chce się uczyć od niepiśmiennych wieśniaków, w mieście Groningen już od kilku lat istniał zbiorek 17 najczystszych baśni ludowych zapisanych w języku potocznym, a jakby tego było mało, to pochodzących z repertuaru jednej narratorki… Tego pionierskiego dzieła, wyprzedzającego o sto lat z okładem rozwój metodologii etnograficznej, dokonali dwaj chłopaczkowie, co ledwo nauczyli się pisać, wskutek czego ów bezcenny dokument jest na bakier z ortografią i gramatyką, co widzimy w skrupulatnym co do litery druku z r. 1927, wydanym przez dalekich wnuków jednego z nich (zob. nr 20 i 68). Tę specyfikę próbuje oddać polski przekład i odrębna typografia.

Że takie pragnienie zapisania usłyszanej opowieści może kazać niewprawnej ręce chwytać za pióro, to bodaj nic niezwykłego, albowiem piszący te słowa, będąc w młodszym wieku szkolnym, sam czegoś podobnego dokonał. Z kilkunastu podań z okolic Warki, zapisanych w zeszycie do polskiego, który niestety zaginął, pamięta on już tylko tyle, że były tam diabły i że się strasznie bał… Talent do zapamiętywania zasłyszanych opowieści jest osobną umiejętnością, którą podziwiamy u tych szczęśliwców, potrafiących jak z rękawa wytrząsać bez końca najróżniejsze kawały. To tak obdarzeni ludzie byli kiedyś narratorami, przenoszącymi setki zapamiętanych opowieści, także kawałów, z pokolenia na pokolenie i ze wsi do wsi.

Na tych dwóch niezależnych od siebie przykładach widać, że o ile bajka pokazuje drogi wtajemniczania dziecka w życie dorosłe, o tyle czynność słuchania i opowiadania bajek jest wtajemniczeniem nie mniej ważnym. Dopuszcza i włącza do lokalnej wspólnoty komunikacyjnej. Kto się utożsamia z zawartym w ustnym przekazie doświadczeniem przodków na tyle, aby chcieć je zachować i przekazać – ma prawo niczym dawny bajarz powiedzieć, i tak jak on wcale przy tym nie kłamać: I ja tam byłem…

 

Andrzej Dąbrówka

 

[1] AT (lub AaTh) to symbol katalogu typów bajkowych, który opracował najpierw Antti Aarne, a rozwinął Smith Thompson, zob. skróty bibliograficzne.

Reklamy
Opublikowano books, literature, Netherlands, personal | 2 Komentarze

Coś za coś

(5 fotowierszy)

1
ten inny świat już zginął
ale coś w nim pada
co powinno być śniegiem

CosZaCos1_22455kropla-foto-inny swiat

CosZaCos1_22454

2

pamiętaj zeszłoroczny

lód nic w nim nie widać

lecz napełnia go widzące szkło

CosZaCos2_2216magiczneszklo

CosZaCos2_22162krysztal

3

nie ma swej barwy ale

widoki rzeczy w sobie

piony i kąty

CosZaCos3_22153sopel-zycie

CosZaCos3_22182sopel-zycie

4

po przemienieniu

opada dno kielicha

ale ogląda swoje wnętrza

COsZaCos4_2213sopel-krzywy

CosZaCos4_2214sopel+kropla

5

nie ma w nim życia

ale coś pączkuje

w zielonym miodzie

tuja_22353foto

CosZaCos5_22384



(C) Andrzej Dąbrówka

Tekst 17 lutego 2018

Zdjęcia 25 lutego 2017

Opublikowane na Twitterze 17 Feb 2018 2:11 PM –

1-2 https://twitter.com/AndrzejDabrowka/status/964981626160713728

3 https://twitter.com/AndrzejDabrowka/status/964984239166050304 

4 https://twitter.com/AndrzejDabrowka/status/964984840281092096 

5 https://twitter.com/AndrzejDabrowka/status/964985645411258370

Opublikowano art, fotowiersz, nature, photo-poem, photography, poetry | Otagowano , , , , , , | 1 komentarz

Trzy garści pereł, kropel i ślimaków

(fotowiersze)

Wizerunk widomégo świátá niewidomy
Jest nád przeźroczystémi niebieskimi domy,
Gdzie formy doskonáłé wszytkich rzeczy wiszą,
Wedle których Bóg stworzył tę máchinę niższą.
Jan Kochanowski, Broda

1
Zimowe ziele mokre po przymrozku
jest pełne pereł, kropel i ślimaków

 

2
są dwie materie w perle
obie zaczerpnięte obok
tylko w nowej formie

 

3
Forma zamraża światło
ale i wyświetla
faktury barw i cieni

 

4
Czy było mało śniegu obok
czy forma zbyt pośpiesznie
wypełniała swój brak

 

5
Jeszcze się musiał zmieścić
pobliski ogród słońce
skrawek nieba

 

6
To już nie perła
to po przemienieniu
już są ślimaki

 

7
No ślimak przecież
włazi czy wyłazi
przez dziurę w liściu

 

8
Wycieka ze ślimaków forma
spływa lejami w dół
i ubywa

 

9
wycieka biała i zielona
krew zostają drobne łuski
ślimacze skórki

 

10
to już nie żywy ślimak
ale nowa forma skupia
czystą bezbłędność

 

 

11
Krople też łażą
lepią lgną spijają
co widać obok

 

12
Te skarby pereł kropel i ślimaków
znajdzie kto zobaczy
pozna i ocali
jaskółcze ziele


Opublikowane w odcinkach na Twitterze z mniejszym wyborem zdjęć w lutym 2018


icon043ice-drop-tetterwort-photo (3)

Opublikowano art, fotowiersz, nature, personal, photo-poem, photography, poetry | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

Mroźna nowenna dla nasturcji

(fotowiersz)

1

Już nie ma życia ale jest dźwiganie

ciężaru wroga

który cię powalił

2

Już nie ma życia lecz je coś osłania

choć samo przytłoczone

niesie ten sam ciężar

3

Już nie ma życia

jest zbieranie igieł

jakiegokolwiek słońca

4

Już nie ma życia

ale jest spijanie

kropel jakiejkolwiek wody

5

Już nie ma życia ale jest tworzenie

nowych obrazów

na tych samych płótnach

6

Już nie ma życia

ale jest fruwanie

pustych sukienek

juzniemazycia6_2769sukienka

7

Już nie ma życia

lecz jest uciekanie

przed pustym czarnym płaszczem

8

Już nie ma życia

jest zbawianie formy

zdobienie tym co cię zabiło

9

Już nie ma życia

ale jest dążenie

pionu do góry

===============

Była to żałobna

„Mroźna nowenna dla nasturcji”

(fotowiersz)

Zdjęcia i tekst 9 stycznia 2018 (C) A. Dąbrówka

First published on Twitter 2018.01.09

 

Impressions 1482+718+270+280+300+240+230+230+220

Opublikowano art, fotowiersz, nature, photo-poem, photography, poetry | Otagowano , , , , , , , , , | 1 komentarz

Wyjawienie

w 5 odsłonach

(fotowiersz)

1

tajemnica, skarb, żywy kwiat

najciszej zamilczana

najgłębiej zakopany

najśnieżniej przysypany

2

schować przed drugim

drugiego ukryć

zobaczyć drugiego

pokazać się drugiemu

wyjść z ukrycia

3

ukryty w zimnie przed większym zimnem

zbierając z bieli co nie jest bielą

grzeje się tą różnicą

roztapia swego

wroga

i jego cięte noże

4

były ukryte w sobie

były zakryte sobą

klejnoty odchuchane powiewem czegoś

bryłki zlepieńce oczka figurki

kulki ulepione w skrzepy

usypane w sterty utoczone w perły

5/1

leżał w zimnym białym całunie

z którego tylko marne strzępy

ale wstał

 jawnie promienieje

wykuty ze złotych listków

5/2

gdzie twe ościenie sprzątaczu

strącony z wyżyn pychy

przez gorejące serce

=============
Wyjawienie w 5 odsłonach

Tekst i zdjęcia z 18-25 marca 2018, opublikowane na Twitterze 25/3/2018

(C) A. Dąbrówka

#fotowiersz #krokus #photopoem #crocus #micropoetry

Opublikowano art, nature, photo-poem, photography, poetry | Otagowano , , , , , , | 3 Komentarze

Dwa wiersze o śniegu

Jeden staroświecki, a drugi nowomodny

I

Nie wiadomo skąd się bierze

Gdzie ma początek

Kto go planował

Jaka go mama rodzi

Po prostu się objawia

W snopie światła latarni

Wtedy dopiero widać

Jak się śpieszy

Aby wypełniać misję godną niebian

Wyciszać świat

Przykrywać jego wady

Domalowywać sceny

Zdąża się czasem przewieźć

Na sankach szybach

Na długich rzęsach dziewczyn

Na odkrytych czuprynach chłopaków

Ale nierzadko rzewny deszcz

Opłacze go zaledwie się urodzi

* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *

II

Samochód autonomiczny wjeżdża na DK50

Ruch mało intensywny Prędkości pojazdów

Umiarkowane Warunki atmosferyczne trudne

* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *

Już chłodził maskę deszcz Wciekał tam po kropelce ale

gwiazdki pozapalane na panelu Pierwszy raz stwierdzam

też za oknem

*************************

*************************

Nie ma na to w instrukcji nazwy co to jest za deszcz


************************* Wieczór oddycha śniegiem

Co rusz komputer włącza długie światła

żeby kamerki zobaczyły większe kłęby gwiazdek

a system mógł wykazać swą wydajność

te długie stożki widoczności tego jak


************************* Wiatr tarza się ze śniegiem

System tworzy niefunkcjonalny komunikat

ten bezcelowy ruch poza szosą

w górę i w dół na wszystkie strony

przetwarzanie go zamula pamięć


************************* Noc się szminkuje śniegiem

Kolejny komunikat nieoperacyjny

Zjazd na pobocze Autodiagnostyka

Wszystkie podsystemy sprawne Ale brak

w moim oprogramowaniu operacji


************************* stać i oświetlać śnieg


************************* dopóki starczy


************************* prądu w akumulatorach 

Jeśli ją przeprowadzam a to nie błąd

czy to byłaby dostateczna racja

tej drogi prosić dwojgiem promienistych oczu

Ośnież mnie panie ośnież a ubielon będę

jak te drzewa wzdłuż szosy jak te pola i łąki

które tak obdarzone widać nawet w nocy

 
© tekst 1-2 lutego 2019
© zdjęcia 4 lutego 2011        
Opublikowano Uncategorized | Otagowano , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Co się komu śni

Na zebraniu pracowni w zeszły piątek w trakcie dyskusji nad referatem Jarosława Bedyniaka o paraboli padł przykład Tadeusza Różewicza, który pod koniec życia w jakimś wywiadzie mówił, że już często nie zapisuje swoich nowych wierszy, które obmyślił na spacerze. Podałem to jako dowód na moje sporne w tekstologii twierdzenie, że utwór istnieje tylko mentalnie, a wszystko inne, co o nim wiemy, to są zapisy – a więc wykonania i medialne przekłady. Ktoś rzucił powątpiewanie, czy te wiersze o których mówił Różewicz rzeczywiście istniały, czy nie były to iluzje jak słynny scenariusz filmu Hitchcocka, któremu często śniły się scenariusze, zapominane po przebudzeniu. W końcu wziął się na sposób i położył przy lampce nocnej notesik z ołówkiem i którejś nocy rzeczywiście przyśnił mu się piękny scenariusz. Po przebudzeniu przypomniał sobie, że była to niezwykła opowieść i z radością stwierdził, że w notatniku ma ją zapisaną. Sięgnął podniecony i przeczytał fabułę: BOY LOVES GIRL

Zgłosiłem sprzeciw wobec powątpiewania w sprawie przypadku Różewicza: dopuszczam jak najbardziej, że mogły to być w pełni zwerbalizowane wiersze, nie tylko jakieś mgliste wyobrażenia czy zalążki. Dwie noce później mój sen dostarczył dowodu, że jest możliwa pełna werbalizacja zamysłu artystycznego we śnie, i że udaje się ją niekiedy zapamiętać.

Otóż przyśniło mi się, że byłem gościem na jakiejś konferencji szkolnej z udziałem nauczycieli i uczniów, na której opowiadałem o poezji, mniej więcej w duchu tego, co robiłem na ostatnim Festiwalu Nauki. Wtem przez uchylone drzwi zobaczyłem na korytarzu kobietę w kuchennym fartuchu i czepku, niosącą przed sobą jakiś garnek. Natychmiast zareagowałem mówiąc publiczności: zaczynem poezji może być każde drobne zdarzenie, jak choćby to, że teraz zobaczyłem kucharkę przechodzącą z garnkiem pomyj. Mógłbym powiedzieć:

Woda którą kuchenna pomoc
wynosi po spłukaniu naczyń do wylania
ma dwa niezdatne smaki

Jedna woda…

Tu się zawahałem, bo jeszcze nie miałem rozwiązania. A jeszcze dodam, że po wygłoszeniu pierwszej linijki postawiłem głos i dalszy ciąg już dobitnie deklamowałem jak wiersz. Wszyscy wpatrzeni czekają, moje milczenie się przedłuża, aż w końcu zaczynają się nerwowe chichoty, a gdy mówię zwykłym głosem: „dalszego ciągu jeszcze nie znam” – sala wybucha śmiechem.

Potem sen toczy dalej swe epizody, z których tu wybieram ten istotny dla tematu. Idę z kimś rozmawiając i w pewnym momencie przychodzi mi do głowy dalszy ciąg wiersza o pomyjach. „Słuchajcie, wiem jak to ma iść dalej!”

Pierwsza woda

smakuje śliną głodnych bezdomnych psów a druga…

„Dalej jeszcze nie wiem” – mówię we śnie, i z tym deficytem już się budzę. Uruchamiam notatnik w telefonie i dyktuję zapamiętany wiersz (jak Hitchcockowi niejeden senny pomysł jawa mi rozwiała), i jeszcze się kładę spać. Nie pamiętam, żeby mi się coś dalej śniło. Dopiero po przebudzeniu uzupełniam, brakującą linijkę, jeszcze w pamięci, nie na piśmie.

a druga woda

pachnie kwiatami które nią podlewa

Potem wysyłam tekst z notatnika do siebie na pocztę i w ciągu dnia wymyślam tytuł, który odbija epizod z wczorajszej rozmowy przy rodzinnym stole. Święto Trzech Króli gromadzi u mnie moich braci z rodzinami, co jest połączone z urodzinami moich dwu wnuków: własnego Wiktora i stryjecznego Igora, którzy urodzili się 4 i 6 stycznia 2006 roku. Mówiliśmy o studni ogrodowej i o szarej wodzie, którą wynosimy latem z kuchni do podlewania drzew owocowych i kwiatów. Więc jeszcze ten element z dziennych spraw trafił do tego sennego wiersza.

SZARA WODA

Woda którą kuchenna pomoc 
wynosi po spłukaniu naczyń do wylania
ma dwa niezdatne smaki

Jedna smakuje śliną głodnych bezdomnych psów a
drugą czuć kwiatami które nią podlewa
kobieta w białym czepku i fartuchu

6.01.2019 
© A. Dąbrówka

Opublikowano Uncategorized | Otagowano , | Dodaj komentarz