Dwa wiersze o śniegu

Jeden staroświecki, a drugi nowomodny

I

Nie wiadomo skąd się bierze

Gdzie ma początek

Kto go planował

Jaka go mama rodzi

Po prostu się objawia

W snopie światła latarni

Wtedy dopiero widać

Jak się śpieszy

Aby wypełniać misję godną niebian

Wyciszać świat

Przykrywać jego wady

Domalowywać sceny

Zdąża się czasem przewieźć

Na sankach szybach

Na długich rzęsach dziewczyn

Na odkrytych czuprynach chłopaków

Ale nierzadko rzewny deszcz

Opłacze go zaledwie się urodzi

* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *

II

Samochód autonomiczny wjeżdża na DK50

Ruch mało intensywny Prędkości pojazdów

Umiarkowane Warunki atmosferyczne trudne

* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *

Już chłodził maskę deszcz Wciekał tam po kropelce ale

gwiazdki pozapalane na panelu Pierwszy raz stwierdzam

też za oknem

*************************

*************************

Nie ma na to w instrukcji nazwy co to jest za deszcz


************************* Wieczór oddycha śniegiem

Co rusz komputer włącza długie światła

żeby kamerki zobaczyły większe kłęby gwiazdek

a system mógł wykazać swą wydajność

te długie stożki widoczności tego jak


************************* Wiatr tarza się ze śniegiem

System tworzy niefunkcjonalny komunikat

ten bezcelowy ruch poza szosą

w górę i w dół na wszystkie strony

przetwarzanie go zamula pamięć


************************* Noc się szminkuje śniegiem

Kolejny komunikat nieoperacyjny

Zjazd na pobocze Autodiagnostyka

Wszystkie podsystemy sprawne Ale brak

w moim oprogramowaniu operacji


************************* stać i oświetlać śnieg


************************* dopóki starczy


************************* prądu w akumulatorach 

Jeśli ją przeprowadzam a to nie błąd

czy to byłaby dostateczna racja

tej drogi prosić dwojgiem promienistych oczu

Ośnież mnie panie ośnież a ubielon będę

jak te drzewa wzdłuż szosy jak te pola i łąki

które tak obdarzone widać nawet w nocy

 
© tekst 1-2 lutego 2019
© zdjęcia 4 lutego 2011        
Reklamy
Opublikowano Uncategorized | Otagowano , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Co się komu śni

Na zebraniu pracowni w zeszły piątek w trakcie dyskusji nad referatem Jarosława Bedyniaka o paraboli padł przykład Tadeusza Różewicza, który pod koniec życia w jakimś wywiadzie mówił, że już często nie zapisuje swoich nowych wierszy, które obmyślił na spacerze. Podałem to jako dowód na moje sporne w tekstologii twierdzenie, że utwór istnieje tylko mentalnie, a wszystko inne, co o nim wiemy, to są zapisy – a więc wykonania i medialne przekłady. Ktoś rzucił powątpiewanie, czy te wiersze o których mówił Różewicz rzeczywiście istniały, czy nie były to iluzje jak słynny scenariusz filmu Hitchcocka, któremu często śniły się scenariusze, zapominane po przebudzeniu. W końcu wziął się na sposób i położył przy lampce nocnej notesik z ołówkiem i którejś nocy rzeczywiście przyśnił mu się piękny scenariusz. Po przebudzeniu przypomniał sobie, że była to niezwykła opowieść i z radością stwierdził, że w notatniku ma ją zapisaną. Sięgnął podniecony i przeczytał fabułę: BOY LOVES GIRL

Zgłosiłem sprzeciw wobec powątpiewania w sprawie przypadku Różewicza: dopuszczam jak najbardziej, że mogły to być w pełni zwerbalizowane wiersze, nie tylko jakieś mgliste wyobrażenia czy zalążki. Dwie noce później mój sen dostarczył dowodu, że jest możliwa pełna werbalizacja zamysłu artystycznego we śnie, i że udaje się ją niekiedy zapamiętać.

Otóż przyśniło mi się, że byłem gościem na jakiejś konferencji szkolnej z udziałem nauczycieli i uczniów, na której opowiadałem o poezji, mniej więcej w duchu tego, co robiłem na ostatnim Festiwalu Nauki. Wtem przez uchylone drzwi zobaczyłem na korytarzu kobietę w kuchennym fartuchu i czepku, niosącą przed sobą jakiś garnek. Natychmiast zareagowałem mówiąc publiczności: zaczynem poezji może być każde drobne zdarzenie, jak choćby to, że teraz zobaczyłem kucharkę przechodzącą z garnkiem pomyj. Mógłbym powiedzieć:

Woda którą kuchenna pomoc
wynosi po spłukaniu naczyń do wylania
ma dwa niezdatne smaki

Jedna woda…

Tu się zawahałem, bo jeszcze nie miałem rozwiązania. A jeszcze dodam, że po wygłoszeniu pierwszej linijki postawiłem głos i dalszy ciąg już dobitnie deklamowałem jak wiersz. Wszyscy wpatrzeni czekają, moje milczenie się przedłuża, aż w końcu zaczynają się nerwowe chichoty, a gdy mówię zwykłym głosem: „dalszego ciągu jeszcze nie znam” – sala wybucha śmiechem.

Potem sen toczy dalej swe epizody, z których tu wybieram ten istotny dla tematu. Idę z kimś rozmawiając i w pewnym momencie przychodzi mi do głowy dalszy ciąg wiersza o pomyjach. „Słuchajcie, wiem jak to ma iść dalej!”

Pierwsza woda

smakuje śliną głodnych bezdomnych psów a druga…

„Dalej jeszcze nie wiem” – mówię we śnie, i z tym deficytem już się budzę. Uruchamiam notatnik w telefonie i dyktuję zapamiętany wiersz (jak Hitchcockowi niejeden senny pomysł jawa mi rozwiała), i jeszcze się kładę spać. Nie pamiętam, żeby mi się coś dalej śniło. Dopiero po przebudzeniu uzupełniam, brakującą linijkę, jeszcze w pamięci, nie na piśmie.

a druga woda

pachnie kwiatami które nią podlewa

Potem wysyłam tekst z notatnika do siebie na pocztę i w ciągu dnia wymyślam tytuł, który odbija epizod z wczorajszej rozmowy przy rodzinnym stole. Święto Trzech Króli gromadzi u mnie moich braci z rodzinami, co jest połączone z urodzinami moich dwu wnuków: własnego Wiktora i stryjecznego Igora, którzy urodzili się 4 i 6 stycznia 2006 roku. Mówiliśmy o studni ogrodowej i o szarej wodzie, którą wynosimy latem z kuchni do podlewania drzew owocowych i kwiatów. Więc jeszcze ten element z dziennych spraw trafił do tego sennego wiersza.

SZARA WODA

Woda którą kuchenna pomoc 
wynosi po spłukaniu naczyń do wylania
ma dwa niezdatne smaki

Jedna smakuje śliną głodnych bezdomnych psów a
drugą czuć kwiatami które nią podlewa
kobieta w białym czepku i fartuchu

6.01.2019 
© A. Dąbrówka

Opublikowano Uncategorized | Otagowano , | Dodaj komentarz

Jeziorka Duszatyńskie 2

Pięć lat temu pokazałem pierwsze jeziorko, zapowiadając że osobno pokażę drugie. Niech to będzie tym razem tylko galeria, już bez tekstu, bo to co najważniejsze już powiedziałem wtedy, świeżo pod wrażeniem.

099JezDuszat2-kwp100JezDuszat2-kwp1012odbicie102JezDusz2-kwp103JezDusz2-kwp104JezDusz2-kwp106JezDusz2-kwp107JezDuszat2-kwp109JezDuszat2-kwp110JezDuszat2-kwp111JezDuszat2-kwp115JezDuszat2-kwp1203JezDusz2-panorama122jezDusz2-cale5123JezDuszat2-Wiktor-kwp124JezDuszat2-kwp127JezDuszat2-kwp132JezDuszat2-kwp133JezDuszat2-2d133JezDuszat2-d1kwp149JezDusz2-kwp150JezDusz2-kwp152JezDusz2-kwp154JezDusz2

Znowu jednak coś trzeba będzie pokazać osobno: motyle mieniaki żywiące się na próchniejącym drzewie, i dostojki pijące wodę w strumyku.


(C) Zdjęcia A.Dąbrówka 2013

Opublikowano art, Bieszczady, mountain lakes, nature, personal, photography, Poland | Otagowano | Dodaj komentarz

Wiersze podebrane #11 / Kołatka / Herbert – reblogowane

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Kwiaty randkują krótko

Kwiaty randkują krótko

[galeria 1 spalanie]

Kwiaty randkują krótko gdyż spalają

przy tym za dużo piękna świat go ma

za mało więc by obdzielić inne

te chcą odżeglować

[galeria 2 odżeglowanie]

 

Zwierzęta też się muszą zatrzymywać w biegu

za mało w świecie jest prędkości na tyle nóg

i biegów nijak wszystkie nie nadążą

uciekać lub doganiać

[galeria 3 bieganie]

 

Nie dość jest wysokości i za mało wiatru dla tylu celów

tylu skrzydeł które by zużyły cały wiatr i trzmiele

by pospadały ptaki nie doleciałyby do gniazd

z pokarmem dla pisklaków

[galeria 4 latanie]

 

Tak samo człowiek musi szybko kończyć

rozmowy skoro wszystkie magnetyczne góry

tajemnic już pokartowane i wysycha

morze radości a ich marne nie rozszastane

resztki się dawkuje w małych buteleczkach

[galeria 5 rozmowy]

 

Kończyć rozmowy nie podnosić głosu

bo aorty tryskające żalem świat by zalały

zatruły kwiaty i zwierzęta

[galeria 6 zatapianie]


8/8/2018

© A. Dąbrówka


 

Opublikowano art, fotowiersz, literature, nature, photo-poem, photography, poetry | Otagowano , , , | 1 komentarz

Trzeci teatr

SONY DSCDwa Teatry

Do konkursu słuchowisk Teatru Polskiego Radia rozgłośnia lubelska zgłosiła audycję Marii Brzezińskiej Bardzo dziwne, opartą na moich wierszach.

DwaTeatry2018-Program

Konkurs był radiową częścią 18. Festiwalu Dwa Teatry – Sopot 2018 (28.06-2.07).

DwaTeatry2018

Słuchowisko miało premierę w Wielką Sobotę roku 2018.

15 kwietnia 2017 20:00

15.04.2017 Słuchowisko Marii Brzezińskiej „Bardzo dziwne”

https://radio.lublin.pl/news/15-04-2017-sluchowisko-marii-brzezinskiej-bardzo-dziwne

W programie audycji na Wielką Sobotę znajdą się dwa słuchowiska.

Ok. 20:10 odbędzie się premiera słuchowiska poetyckiego pod tytułem „Bardzo dziwne”, które powstało na podstawie wierszy prof. Andrzeja Dąbrówki z Instytutu Badań Literackich PAN, tłumacza i poety. Znajdą się w nim teksty z jego tomików „Coś o niczym”, „Deszcz”, „Ikar koło mnie” oraz z bloga „Fotowiersze”. Źródłem utworów A. Dąbrówki jest zadziwienie otaczającym światem – „niepotrzebnym”, zadawałoby się pięknem kwiatów, kunsztem deszczu, losem drzew, tak podobnym do losu ludzi. Słuchowisko jest bogato ilustrowane muzycznie i dźwiękowo.

Wystąpią: Mirella Biel (na zdj.), Paulina Połowniak, Maria Brzezińska, Mirosław Majewski, Marcin Sanakiewicz i Jarosław Zoń (lektor).

Nie pisałem nigdy słuchowisk ani o słuchowiskach, również audycji Marii Brzezińskiej nie konsultowałem w żaden sposób, więc to, co napiszę jest interpretacją jej utworu. Nie pisałbym jednak tych uwag, gdybym uważał że Autorka źle coś zrozumiała, lub przedstawiła coś trudnego dla mnie do przyjęcia. Przeciwnie, byłem zaskoczony trafnością jej odczytań i chętnie dodaję parę myśli na poparcie, a w obronie utworu, który zapewne się nie spodobał z powodu słabej teatralności. Zamierzam dostarczyć pewnych narzędzi do lepszego umiejscowienia tej audycji i tych wierszy w panoramie gatunków.

Kto nie słyszał tej audycji, może sobie włączyć Radio Lublin

https://media.radio.lublin.pl/audio/1381/1381201/960582.mp3

 

– i jej posłuchać, jak mogła to zrobić publiczność sopocka na przesłuchaniu w Multikinie przy ulicy Bohaterów Monte Cassino.

Przypomnę, że niektóre wiersze czytałem w reportażu Marii Brzezińskiej pt. Fotowiersze (Radio Lublin 18.03.2013).

 

Słuchowisko liryczne

Słuchowisko liryczne nie musi mieć dramatycznej struktury ani realizować teatralności w klasycznym sensie: że oto zamiast autora wprowadza się postacie mówiące we własnym imieniu i wywierające jakiś wpływ na siebie nawzajem.

Nie ma w słuchowisku „dramatu”, czyli konfliktu fikcyjnych postaci?

No, nie ma.

Ale czy te kilka osób, które w słuchowisku coś mówią – to są rzeczywiste „personae dramatis”? Czyżby między Profesorem a jego kolegami z pracowni powinna się rozegrać jakaś intryga, aby „był dramat”? Ktoś kogoś powinien pobić czy wykłuć ołówkiem oko? Splagiatować artykuł? Zwolnić z pracy i spowodować załamanie nerwowe? Stłuc przy herbacie filiżankę z cennego serwisu i narazić się na zemstę właściciela?

A co, jeśli prawdziwy dramat rozgrywa się poza ludzkimi postaciami i ich trywialnymi w gruncie rzeczy perypetiami? Czy tak trudno sobie wyobrazić taką rzeczywistość?

A może słuchowisko liryczne jest teatrem, tyle że osadzonym w innej estetyce? Estetyce dalekiej od tych międzyludzkich „dramatycznych” przepychanek, właściwych dla sceny pudełkowej, a często jeszcze i dla tej postdramatycznej (choć ona żegna się z kategoriami postaci i ludzkich pasji napędzających konflikty). Estetyce oderwanych motywów, abstrakcyjnych wartości, prostych form, czystych gatunków naturalnych?

Taką estetykę stylistycznie umożliwia już monodram, powszechnie zaliczany do teatru. Tak lubiane w teatrze i filmie konflikty i postacie monodram wprowadza pozornie, sugerując je wyobraźni słuchacza. Ileż w monodramach jest pozorowanych dialogów, cudzych głosów wkładanych w usta nieobecnych na scenie postaci! Przecież sławne dialogi Platona są wykładami niedoścignionego Nauczyciela, pokazanego przy pracy, jak rozmawia z uczniami. Ale co to za rozmowa? Oni pytają, a on odpowiada, a jeśli on ich pyta, to odpowiedź jest zwykle oczywista. Te wszystkie retoryczne pytania nauczycielskie uczony często sobie sam zadaje, kiedy ze sobą monologuje.

W dialogach Platona nie ma dramatu?

No, nie ma.

Ale czy przez to nie ma żadnego powodu, aby ich słuchać, a nawet w prostej inscenizacji oglądać na scenie?

Słuchowisko liryczne, nawet jeśli jest rozpisane na fikcyjne głosy, może być rozumiane jako w istocie wielogłosowy monolog, który toczy się, aby zostały wypowiedziane treści należące do świata innego niż ten międzyludzki. Ale ten pseudo-monolog toczony przez przeciętne postaci (koledzy z pracy, dziennikarka) uświadamia nam, że ów inny głos przemawia nie w zaświatach, ale tu i teraz, tylko nie wszyscy go słyszą.

Słuchowisko Brzezińskiej inscenizuje to np. w scenie burzy (5:38-6:00). Słuchacze audycji słyszą banalny efekt dźwiękowy: grzmot i plusk – ale z niego nie dowiedzieliby się, co o sobie mówi deszcz. Słyszą to dopiero dzięki wierszowi, który wyłania się jak tęcza po burzy z dziennikarskiego wywiadu (od 6:01).

Gatunkowa konwencja wywiadu dyktuje pytania i odpowiedzi, które jednak wyprowadzają nas krok po kroku z codziennego świata dosłownego – określonego domu w określonym ogrodzie, w którym znane nam z imienia i nazwiska osoby uciekają przed deszczem.

Dokąd nas ten wiersz wyprowadza? Właśnie do innego świata, świata języka, w którym „się mówi” w imieniu deszczu, kliwii, fuksji. W tych wierszach nie występuje nigdy żadne „ja”, i nie jest to przypadkowo zastosowana konwencja, ale estetyczna decyzja, aby zająć pozaludzki punkt widzenia – w przedmiotach i w przyrodzie. Dokąd by się ten wywiad potoczył, na jakie manowce personalnych rozgrywek i wyznań, gdyby nie ten wiersz?

Mimo bezosobowości te wiersze pozostają liryczne, gdyż spełniają podstawowe kryterium liryki: obserwowanie i wyrażanie stanu wewnętrznego podmiotów – tyle że tu podmiotem nie jest piszący, ale przedmiot jego obserwacji i kontemplacji. Ten przedmiot nie jest podany jedynie w języku, ale często też w fotografiach.

Kiedy w fotowierszach mowa jest o „punkcie widzenia przedmiotu” (The object’s point of view), to metafora „patrzenia oczami przedmiotu” polega na pomyśleniu sobie patrzących oczu, a więc twarzy. Ta metafora wyraża właśnie „podmiotowość przedmiotów”. Przedmioty użyczają swoich zasobów semantycznych wchodząc do gatunkowych struktur i procesów, ale i wykonują pracę twórczą, gdy(ż) organizują wypowiedzi artystyczne.

W audycji kilka przedmiotów pokazało swój punkt widzenia: Chustka (15:35-16:25), Czapka (16:30-17:30), But (17:30-18:40).

Jeśli te przedmioty należą do świata przyrody, ich twórczość należy zaliczać do pola działania reguł estetyki przyrody.

 

Estetyka przyrody

Teorię estetyczną Anny Teresy Tymienieckiej referowałem po raz pierwszy w artykule Konstruktywizm w badaniu literatury dawnej („Nauka” 3/2009, s. 133-154, poniżej przytaczam punkt 10 (s. 14-150; całość online tutaj http://tinyurl.com/ofxd6bd  ). Choć obydwa moje tomiki były wtedy już wydane (Coś o niczym 2004, Ikarkołomnie 2009), i nie brak w nich było wierszy o przyrodzie, jakoś nie powiązałem teorii Tymienieckiej ze swoim podejściem. Zainteresowała mnie ona z powodów filozoficzno-literackich, nie czysto artystycznych. Objaśniając stanowisko radykalnego konstruktywizmu dociekałem wówczas, w jaki sposób literatura fikcjonalna pozwala nam poznać naszą wewnętrzną wiedzę o świecie, która zapewnia nam dość dobrą w nim orientację, choć bynajmniej nie jest prostym odbiciem świata fizycznego – ten bowiem „istnieje sam w sobie”, co wiadomo od czasów Kanta.

  1. Fikcja literacka jest metamechanizmem, jest systemem hipotez poznawczych, a jej kompleksowe realizacje (powieść) są praktyką poznania rzeczywistości mentalnej, monopsychicznej, która w znacznym stopniu (radykalny konstruktywizm mówi: całkowicie) jest niezależna od referencji. Rzeczywistość mentalna powstała w trakcie naturalnego rozwoju umysłu jako wewnętrzna mapa środowiska danego podmiotu. Jeśli [150] wszystko działa bez zakłóceń, mapa ta jest uważana bezrefleksyjnie za „równoważnik”, pełnowartościowy obraz rzeczywistości. Na przykładzie żywiołów pokazuje jej nawarstwienia w umyśle Anna Teresa Tymieniecka, nazywając ją estetyką przyrody.

To, co Tymieniecka nazywa żywiołami, jest domenami kognitywnymi, które są środowiskiem dostarczającym tworzywa pamięci estetycznej: jej przestrzeń jest uporządkowana (jak przez wymiary geometryczne) przez trzy czyste gatunki naturalne: Spektakl Natury (s. 6-8), Symfonia Natury (s. 8-13) i Dramat Natury (s. 13-16). [A.T. Tymieniecka, The Aesthetics of Nature in the Human Condition, w: Poetics of the Elements in the Human Conditon: The Sea. Dordrecht 1985: 3-14.]

Spektakl Natury roztacza przed nami bezgraniczną panoramę, której elementy działają nieustannie na nasze wszystkie zmysły, jak długo się wśród nich poruszamy i dopóki się nie oddalimy. W porównaniu z tym klasyczny spektakl teatralny ma przestrzeń ograniczoną, działa na niektóre zmysły, narzuca nam punkt oglądania i jest krótkotrwały.

Symfonia Natury, której modelem jest założenie ogrodowe, uczy nas oswajania żywiołów i zaprzęgania ich do tworzenia artefaktów o charakterze artystycznym.

Dramat Natury z burzliwymi starciami sił przyrody modeluje sytuacje konfliktu, zagrożenia losu i walki o życie, skąd czerpiemy fabuły i motywy dla przedstawiania ludzkich losów w epice i dramacie.

„Żywioły są wyzwaniem dla Wyobraźni Twórczej, która działa w półmroku świadomości, gdzie znajduje swój estetyczny oddźwięk.”  Tymieniecka (1985: 16)

Tymieniecka powołuje się tu na Gastona Bachelarda, który źródła poezji sytuuje nie w samej świadomości, ale w jej podstawach naturalnych:

Świadomość jest ugruntowana w wymiarach przyrodniczych i to przez ich kanały pierwsze formy treściowe (the first substances) znajdują dostęp do mechanizmów wyobraźni. Każda z tych form pobudza wyobraźnię w kierunku szczególnego rodzaju obrazów. [Proces ten tworzy] spoiwo między życiem naturalnym ‘w środku’ i ‘na zewnątrz’ osoby ludzkiej; zanurzył on istotę ludzką w życiu organicznym, a życie organiczne włączył do integralnego systemu jej doświadczenia (18).

Bachelardowska Rêverie, marzenie na jawie, to faza zalążkowa dla ludzkich twórczych dążeń I przedsięwzięć– czynnik pośredniczący między materią organicznego funkcjonowania a siłami twórczej wyobraźni (Tymieniecka 1985: 17).

Tymieniecka uważa to za niewystarczające, zakłada pośrednictwo „estetyki przyrody” w poruszaniu wyobraźnią twórczą: wszak nie ożywia jej żywioł wody z przeciekającego kranu, tylko sztorm, powódź (Tymieniecka 1985: 18).

Idąc tym tropem rozszerzymy Bachelardowską Rêverie na wszelkie formy wędrowania umysłu poza fizyczne tu i teraz, również metodyczne medytacje prowadzące do porządkowania obserwacji przyrody w konstrukcjach artystycznych. Obiektywizuje się w nich to, co jako semantyczny budulec zapadło w „półmrok świadomości”, czyli w pamięć. Szczególną klasą tych zapamiętanych motywów wizualnych są fotografie. Znaczenia widoków w nich zawartych są niepoznawalne, dopóki ich ktoś nie nazwie.

 

Bardzo dziwne: estetyka natury

Tu mogłoby nastąpić omówienie słuchowiska i jego wierszowych składników w kategoriach estyki przyrody. Jakie opisywane przez nią „naturalne gatunki” są ich odniesieniem?

Może to kiedyś szczegółowiej przeprowadzę, najlepiej w odniesieniu do całego korpusu fotowierszy, bo wtedy i klasyfikacja będzie bogatsza, i egzemplifikacja lepsza.

Teraz podam tylko przykłady, które bez głębszych dociekań wydają się pasować. Najpierw z wierszy „opowiadanych”, potem z fotowierszy.

 

  1. Spektakl natury

Do gatunku „spektakl natury” zaliczyłbym otwierający audycję wiersz Zgubiony (0:00-0:45)

Kogo nie olśnił

promyk, co odbił się od fali daleko na jeziorze

księżyc blado naśladujący coś większego

 

Należy tu oczywiście Deszcz (5:35-12:45)

z lotu ptaka

napatrzył się na krajobrazy

sam potem stwarza rzeczki

Audycja kończy się wierszem Sacra conversazione (23:30-25:20) roztaczającym wizję nieba wypełnionego żywiołem światła, a wymagającego ciszy, aby usłyszeć, jak tam

wciąż coś takiego grają,

że tylu z nas nie szczędzi trudów

by się poderwać, wzlecieć i dofrunąć

 

I właśnie żeby tamto coś usłyszeć

po to należy

przestać gadać

 

Milczeć w obliczu spektaklu nadnaturalnego to nie tylko dobra pointa na zakończenie – ale i dobre rozwiązanie konstrukcyjne.

  1. Symfonia Natury

Symfonia natury nie musi oznaczać komponowania wielkich dzieł architektury ogrodowej, aby były jak naturalne krajobrazy, tyle że stworzone ludzką ręką. Może to być dopatrzenie się kunsztu w budowie kwiatu („kwiatek jako utwór”) np. Fuksja (1:20-3:25). Jest to „symfonia zastana” w rzeczywistości, którą dostrzegamy dzięki wzmożonej spostrzegawczości.

Śnieg, szron i lód to temat tuzinów fotowierszy. Zmrożone krople „robiące zdjęcia” otoczenia, i wszelkie lodoplastyki — to twórczość symfoniczna mrozu. Zwłaszcza tutaj element wizualny jest niepodrabialnie twórczy: ludzka ręka nie umiałaby stworzyć takich dzieł jak ta perła (z dziesiątków innych):

129navigo

Perła Navigo

tej perły nie ma
ale tu jeszcze świeci
jeszcze jest zima

Klasyczny żywioł światła grający w symfonii natury przedstawił wiersz  Wakacje światła

 (…)

Kto śmiał zniewolić światło

kto skuł promienie w pęczki

i zmienił w kły żarłocznej bestii

ryjącej teraz metal

Kto je zamyka jak szczura w labiryncie

w cieniutkiej rurce, każąc pędzić

ze zwykłą swą prędkością

po liniach tak boleśnie krzywych

Było niepokalane, lecz zbezcześcił

je wynalazek cichych strzelb

(…)

Światłu należą się wakacje

Ma prawo się pobujać

na liściach, w pajęczynach

popluskać w falach, poszminkować tęczą

zaiskrzyć w rosie (…)

 

  1. Dramat natury

Ten gatunek naturalny w słuchowisku reprezentuje fotowiersz W owym czasie pewna gospodyni z miasteczka opodal stolicy (3:35-5:35). Zachowanie pąka kliwii zimującej w piwnicy i wyrywającej się na świat przedstawione jest jako współodczuwanie natury w żałobie po 10 kwietnia 2010 roku.

W tomiku z 2004 mam również wiersz o żywiole światła, ale pochodzącego ze zwykłej świeczki. Światło nie grało tutaj w kosmogonicznej symfonii, ale odegrało swój mały dramat natury.

O innym żywiole — śniegu — opowiada wiersz o egzystencjalnym dramacie bałwanów.

Wiele wierszy stamtąd mówi o żywiole wody (Co będziemy robili? Piosenka kropel wody; Mała kosmogonia dla dzieci)

Żywioł powietrza dość często się przewija w różnych wierszach jako wiatr, dmuchnięcie, oddech. Por. w słuchowisku: Chustka (15:35-16:25).

Żywioł ziemi, np. w postaci kamieni: Ażeby się to na coś zdało, i Ktoś umiejętny, kiedyś.

W tomiku Ikarkołomnie mniej jest wierszy o żywiołach i przedmiotach, więcej w nim muzyki i metafizyki. Ale jednak przedstawia w nim dramat natury narracyjna Pantomima dla dwóch drzew (w audycji 12:45-15:35 i 18:40-20:10);

Zmarzłe, po deszczach, od wichury, uschłe,

– niekiedy widać jak majestatycznie

upada – tak powoli, jakby tylko

składało długo pokłon

 

Trzeci teatr?

Skupieni na tym, czego w tym słuchowisku nie ma, przestajemy widzieć i słyszeć to, co w nim jest. Autorka, dobrze wiedząca czym jest dramat, i czym jest radiowe słuchowisko, usłyszała w tych wierszach głos innej estetyki i znalazła powód, aby zainscenizować możność usłyszenia tego głosu.

Czy trzeba dla takich głosów utworzyć trzeci teatr?


 

Opublikowano art, books, literature, nature, personal, photography, poetry, słuchowisko, teatr | Otagowano , , , , , , | 4 Komentarze

Peloria

It wasn’t even my dream to grow one when I found last year a mention of the giant mutant foxglove flower. But I hoped it would appear finally in my garden where each season some 40 plants of the digitalis purpurea do prosper. With some unbelief I noticed a bud on top of the smallest foxglove in the group of a dozen:

The smallest indeed (single tiny bell right below from the center of the pic):

peloria+others4130smallest

During the last week (since May 26) the flower made its weird progress. First, it opened normally, but split unexpectedly on the underside:

Fully developed it looked from the side just like a bigger foxglove thimble (compare the much smaller normal bud):

peloria_profile4109

But the fromt outlook is quite far from normal, with the wide split and bigger organs inside:

When seen in half-profile it has the form of a girl’s cap from old pictures:

Only the girl’s face has to be adjusted, now it’s too abstract.

About this girl much can be said.

This old-fashioned cap without straps

would fit perfectly on the innocent head of the Red Cap

If this self-assured girl should appear after all not so innocent

as the singers of fairy tales like to tell us

We can’t be sure it she wasn’t

the younger sister of a certain Lottie from Millhaven

who murdered half her vicinity

Or another Adams daughter

their garden is full of foxgloves 

she loves to wear them as handy earrings

peloria+normal4158.JPG

Opublikowano art, nature, personal, photography, Uncategorized | Otagowano , , , , , | 3 Komentarze