Nie gniewajcie się


Nie gniewajcie się na mroźny północny wiatr
Jest rumianym z zimna niesfornym łobuzem
Śmieci suchymi liśćmi gwiżdże 
Szczypie w uszy

Ale on słyszał w dalekiej Arktyce
Że tu rozkwitają magnolie i mirabelki

Chce powąchać i przeliczyć kolory hiacyntów - różowych
Żółtych i ultramarynowych

Uśmiechnąć się do anemonów
Osuszyć łzy pierwiosnków

Więc nie gniewajcie się na mroźny północny wiatr
Dajcie mu ogrzać się przez chwilę


============
#fotowiersz 22/4/2021
Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Żołnierz i Dziewczyna

Pięćdziesiąt lat po ślubie z Jadwigą, zawartym 29 maja 1971 w urzędzie w Podkowie Leśnej przypomnę nie tak stary wiersz Żołnierz i Dziewczyna, który w nadal nieznanym mi stopniu dotyczy naszego związku.

Wiersz nie był publikowany drukiem i nie ma formy elektronicznej, tylko tego obrazka z maszynopisu.
Opublikowano Uncategorized | 1 komentarz

Poezja

Jeżeli było można nawyrzeźbiać
ze skały tyle listków i wydobyć
drzewo ze skały rozpinając nad nim
niebo wykute w szarej skale

Pewnie bez trudu frunę pod to niebo
w moim kamiennym stroju
i kamiennym palcem trącę
kamienne struny mojej cytry

Poezja (Ogród Saski, Warszawa – foto Mateusz Kołozwarski)

24 maja 2021

Opublikowano art, photo-poem, photography, poetry | Otagowano , | 1 komentarz

Się utoczyło

Czyta autor

Z początku był wzorowy
pion
i nic nie wskazywało
na ten błąd

Gdy brać na szybie
była ledwo
mgiełką podszeptów
wizją
w mamrotaniu maga

tu – zostawiwszy ślad na świeżym śniegu
Się
utoczyło tęgi korpus
dwa brzuchy
wielki łysy łeb

Na łbie znalazło się
nakrycie dość błazeńskie
lecz utrzymane w ramach stylu
luzaka z trawką w zębach

Na miarę stosowności
wyrósł nos
a wprawdzie wypadł
wskutek przeciążenia
i legł u stóp
ściągając wzrok
– wnet przywróciła go
uczynna siła
której teraz
zadarty nos przesłonił
ciała przechył
niemal radosny i taneczny

Krok zamach
wręcz łyżwiarski skłon
zwrot zwód piłkarza w biegu
tenisisty
wysięg w bok,
wyskok wymach zryw
do wybicia piłki
nawet z groźbą
poślizgu i wywrotki

Czy może rozigrane figle
wesołka z jednym zawianym okiem?

*
Ale to nie był taniec, nie żart, nie sport
jednak coś zaszkodziło
jakiś błąd
czy kop
lub cios
wytrącił z pionu

Brak
niedopięcie w garderobie
nie wyrządziłyby aż
zawrotu równowagi

Czyżby ktoś lepiej ubielony
pierwszy
kamieniem
przeszył prawie ciało?

I może stąd się wzięło pierwsze odchylenie
pierwszy krok
w dół
w pasyjne
wielodniowe
upadanie

Coś w końcu skróci skurcz cielesnej masy
ranionej w brzuch
a ten zwolniony film przyśpieszy
i płynnie
w zeskok przejdzie skręt

Co by zobaczył w owej chwili grozy
bóg wojny
nocny ptak
kierując tu
swój lot i ostry wzrok?


  • Więc może jednak należało
    iść we fraktale czystej geometrii
    jak nasza płochsza brać
    która wytęża słuch zza szyb
    na maga szept
    każący
    mądrze kreślić wyrzynać
    pentagramy
    proste i parabole

Lecz cóż, szumny kunszt lodorytów
wstydliwie znika w mgnieniu mgieł gdy
rzeźbie form
zagraża żar
tyrady olśnień

Gdy tam gaszący z zewnątrz blask
szybko zagłusza mędrca szept

Za szybą dłużej potrwa
bierny
opór brył
zrzutu z chmur


© A. Dąbrówka
Opublikowano: 31 grudnia 2010, 02:08

Cykl śnieżny „Zrzut z chmur”

1/3 Najpierw jesteśmy mamą,

2/3 „Śnieżna noc, opublikowana z galerią zdjęć 24 grudnia 2010 na blogu Salon24

3/3 Się utoczyło.

Wszystkie trzy części razem mają tytuł Zrzut z chmur. Ta całość jest do pobrania jako pdf

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Śnieżna noc

Czyta autor

Dopiero potem gdy się już otrzemy
o wiele rzeczy mniej ruchliwych od nas
– wtedy zaczyna się szał chust
kap szub kryz boa
muf lisów czap
beretów nawet wielomoherowych

Epoka Przymierzania
przybierania form
i udawania rzeczy prostych krzywych kolistych i złączonych na krzyż

Z łatwością je potem naśladujemy
montując rzeczy z własnych materiałów
i własną inżynierią
budujemy mosty

Nie może też zabraknąć
na tym jarmarku
cukrowej waty
z piernika chaty

I przedrzeźniamy gesty stworzeń
które się kładą, wożą, garbią
lub stoją pilnie zapatrzone
w to co wyrasta
z gleby śniegu jak baniany
albo co było kiedyś różą

Stworzeń które kłaniają się dostojnie
chcą czołem bić
fikać koziołki

Drwiący przedrzeźniacz tworząc
otwiera teatr i zatrudnia
jedynie siebie jako krawca

W teatrze włada pycha
demon Mimesis nas pcha
by z nas ulepić Nową Postać
na obraz
Tych Co Chodzą

W naszym teatrze wiele można
jedną obsadą zagrać i pokazać
niczego nie zmieniając

Mrużąc swe oczy
widz wygasza światło

Zapada cicha noc


 

Opublikowane 24 grudnia 2010

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Najpierw jesteśmy mamą


Czyta autor

Najpierw jesteśmy naszą
mamą bez ziemi
chmurą
nieznacznych kolorowań

Jak to obłoczkom zdarza
się nam
zabłądzić w obce strony
a nawet powirować w dół
gdzie gąszcz
gdzie mrok
gdzie rój zabarwień
kryje twardy kształt

Tam strącą nas
przechwycą gęste
nieprzelotne
żagle zieleni

Złapią i zwiążą w sieci
pnącz takielunki

Przyciągną nas przeciwstawnością
krople jagódek
które aż się proszą
by je połykać
jak pigułki ruchu
i krzepnąć po nich
w zamrożeniu

Czas usidlenia
Czar skamienienia
Niemoc odróżniania
ziemi i nieba

To my sprawiamy swoją pracą że się

nie da
powiedzieć łatwo czy coś leży
zwisa
czy o własnych siłach
unosi się w powietrzu
a zresztą
czemu tylko własnych
i czemu tylko w powietrzu

Powoli poznajemy ziemski los.
Jedni się kąpią w słońcu
Inni trafiają do więzienia

I cóż
że klatka złota

to co powstało
z pyłu śnieżnego
całe stąd nie wyjdzie


© A. Dąbrówka
Opublikowano z galerią zdjęć: 24 grudnia 2010, 03:00

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Powiew czegoś

Niech nie osądza nikt, i nie rozdziela

niczego oko gdyż samo widzi tyle co pomieści

Że oto cicho rozdmuchnięte poznikały górki

krainy i teatry z pełnymi obsadami

Jak zmyte pozmywane maski małych umęczonych mimów

zmieniają się w skupione oczy widzące pół wszystkiego

a czasem prawie wszystko

A gdy nie wszystko

– to przynajmniej wiele razy

Jedną tylko co prawda stronę rzeczy widzą

i tyle pokazują

– lecz ją pomnożą i bezbłędnie odrysują

proste kąty

Co najważniejsze zaś, dostrzegą w oku

swym nie tylko źdźbła

ale i belki, no bo całe sosny

Ruch przetapiania szklanych gór

(czy nie od środka idzie ich gorąco?)

zamków

bram

lodokapów

Przewalczył  ten i ów Syzyf

nawałę która

go przykrywała

A gdy pokapał zwykły deszcz

same się odsłoniły stałe lądy

nie całe pogrążone we śnie

Jeszcze niedawno zgięte aż do ziemi

łodygi podnoszą w górę pąki

Ponad resztkami śniegu

zielony mosteczek

ugina się

i też zielona łąka już ze znanym starym

młodym przebiśniegiem

© A. Dąbrówka Opublikowano: 17 stycznia 2011, 05:26

Opublikowano art, nature, photo-poem, photography, poetry | 2 Komentarze

Dwa wiersze o śniegu

Summary

Tekst i zdjęcia: https://adabrowka.wordpress.com/2019/02/02/dwa-wiersze-o-sniegu/

Transcription

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Pasja krokusów

Kwiaty też mają swój Wielki Tydzień. Zauważyłem to 2 kwietnia 2010 roku, kiedy obcinałem zmarznięte pędy róży rosnącej przy schodkach do mojego domu. Kiedy zbierałem ścinki, znalazłem kolczaste gałązki leżące na kępce przekwitających krokusów. Wtedy jeszcze tak nie obserwowałem dokładnie postępów wiosny i pierwszy raz dostrzegłem tę kompozycję: przy kamieniu pod różą rosła kępka fiołkowych krokusów.

Od tamtej pory co roku je obserwuję. Wypatruję ich w marcu, widzę w katalogu zdjęcia z 11/3/2019

  • inne z 17/02/2016

A jak dziś 3/4/2021 wyglądały, pokazałem na Twitterze, dodając galerię wsteczną, z całego marca.

Jedenaście lat temu zderzenie kolców róży wbitych w opadły kwiat 
przyciągnęło serię skojarzeń pasyjnych. 
Pasyjnych, a więc paschalnych. 
A ponieważ czas Wielkiego Tygodnia wybrał Kościół, 
ale obliczają go planety, 
ma on zakorzenienie rzeczach, 
zapuszcza w nich korzenie jak te krokusy w tej ziemi, 
upadające w końcu w każdą stronę 
- zatem i rzeczy muszą o tym czasie nam opowiadać. 
Stąd wielkoczwartkowy kielich,
od którego Pascha się zaczyna 
i przez który się dokonuje.

Wielki Tydzień Kwiatów

Żeby się dało wiersz przeczytać bez karkołomnych manipulacji z widokiem, podaję tekst osobno w trybie tekstowym.

Równonoc: pełnia wybarwienia

 

 
A potem się bez ruchu
odwróci cofnie i uchyli
zarazem w każdą stronę
Nie będzie dane tego widzieć
jak nie było widać nabierania
skupiania się i usprężania barw
W końcu ustanie wartki przybór
Wtedy podziemnej czerni pręga
wykona skrycie wrogi akt
przekamienienia
●   ●   ●   ●   ●   ●   ●
Jeszcze wzniesiony
ale odchylony
kielich żywego
gdy członków
płaty spluł
zwyobezbarwił
goryczy płaszcz
 
Ukaleczony kolcem
gałązki która obumarzła

!
o
padł
płód
zmian
Opublikowano art, fotowiersz, literature, liturgy, nature, photo-poem, photography, poetry, Uncategorized | Dodaj komentarz

Pięć nauk naturalnych

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz